poniedziałek, 6 maja 2013

Rozdział 4.

-No hej. - powiedziałam idąc od razu do szatni aby przebrać się w kimono. Po 5 minutach byłam gotowa. 
-No to kto walczy.?- odpowiedziałam pewna siebie. Spojrzałam na Jacka.
-Ja. - powiedział wchodząc na matę i rozgrzewając się. Podeszłam do niego i ukłoniliśmy się sobie.
-Przygotuj się na przegraną Kimberly...- podpuszczał mnie Jack.
-Oj nie wiesz w co się Anderson pakujesz!- wyszczerzyłam się . Robiliśmy różne tricki karate i powtarzaliśmy po sobie każdy ruch. W końcu on powalił mnie na materac, który znajdował się pod nami. Na jej twarzy malował się szyderczy uśmiech.
-A jednak Cię pokonałem . - oznajmił dumny z siebie podając mi rękę. Złapałam ją i podniosłam się.
-Tsa. Miałeś szczęście, że nie potrafię zrobić ci krzywdy!- powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy. 
-Serio.? Aż tak Ci się podobam.?-zapytał śmiejąc się.
-Co.? Pf.. Nie! Chyba śnisz.!!- krzyknęłam śmiejąc się przy tym .Odwróciłam się w stronę chłopaków a oni tylko wymamrotali razem;''Yhmyyy" A ja zrobiłam gwałtowny ruch i aż podskoczyli , bo się wystraszyli.
-Teraz wy ! - zawołał nasz sensei do Jerrego i Eddiego.
-Tylko nie to...-wymamrotał zmarnowany, ciemnoskóry chłopak. Po chwili oboje znaleźli się na miejscu ''honorowym'' gdzie odbywały się wali w naszym dojo. Jerry wygrał i zaczął swój taniec zwycięstwa .
-Whooohoo! - krzyknął dumny Latynos. Siedziałam z Jackiem i przyglądaliśmy się walce. Ja nie byłam zbyt zainteresowana , ale dobrze grałam.
-Kim... Chciałbym poważnie z Tobą o czymś pogadać. - zaczął niepewnie Jack.
-O czym.?-powiedziałam szybko. Nie odrywałam oczu od ludzi przebywających na macie.
-Muszę zaprosić tą dziewczynę, która jest dla mnie bardzo ważna, ale widzę, że ona mnie tylko lubi. Co ja mam zrobić. ? -zapytał patrząc na mnie.
-Zaimponuj jej! Pokaż , że nie jesteś już taki jak kiedyś. Jeżeli ta dziewczyna dobrze Cię zna musisz zrobić coś oryginalnego. Coś czego nigdy nie zobaczy i nie zobaczyła do tej pory. Zastanów się co to, bo musi być coś innego, nietypowego. - powiedziałam i spojrzałam na niego kątem oka. 
-Okej .Dzięki za pomoc.- powiedział i przytulił mnie a ja odwzajemniłam jego przyjacielski gest.
-Nie ma za co Jack. Wiesz, zawsze możesz na mnie liczyć. - uśmiechnęłam się i odczepiłam się od niego. Dochodziła godzina 17.00 i nasze lekcje się kończyły.
-Do zobaczenia jutro Rudy.!- rzuciłam wychodząc z dojo przebrana w te ciuchy, które miałam jak przyszłam tutaj.
-Uhuhuh. Kim . Super wyglądasz.! - powiedział Eddi.
-Jasne! Super żart! - zachichotałam . Szliśmy ulicami aż doszliśmy do celu głównego.
-No to jesteśmy! -zawołał Milton.
-Każdy zauważył! Geniuuuszu! - podkreśliłam ostatnie słowo, bo lubił jak się do niego tak zwracano.
-Dobra to co powiecie na diabelski młyn.? Na sam początek coś mało stresującego. - zasugerował Jerry.
-No okej. Może być. - powiedział Jack .
-W jednym pomieszczeniu zmieszczą się dwie osoby. - powiedziała kasjerka , która sprzedawała nam bilety.
-Dobrze... Niech będzie. - powiedziałam niechętnie. Ruszyliśmy w stronę wejścia.
-No to może ja pojadę sama a Wy się dobierzcie jakoś razem.?-zapytałam z nadzieją, że się zgodzą.
-No chyba kpisz.! Jadę z Tobą i to bez dwóch zdań.! - krzyknął Jack. Nie patrzył na resztę , Milton nie wsiadł , ponieważ ma lęk wysokości. Zresztą ja też, ale nie chcę tego pokazywać. Zasiedliśmy na swoich miejscach i młyn ruszył.
-Kim...Hahaha....Nie gadaj....BOISZ SIĘ.?!- krzyknął Jack i śmiał się między słowami.
-Bawi Cię to.?! - skrzywiłam się.
-Nie skądże.! - powiedział poważnie i przysunął się do mnie. -No chodź...-dodał i objął mnie. W jego objęciach czułam się bardzo bezpiecznie i nagle w moim ciele coś pękło... Taka bariera między przyjaźnią, a... zauroczeniem.! Nie tylko nie to! Nie mogę... Zniszczyłabym tą przyjaźń.!
-Zimno Ci.?-zapytał troskliwym głosem.
-Trochę... Ale to nic!- uśmiechnęłam się a on zdjął z siebie swoją bluzę pod którą miał jeszcze bluzkę a na klatce piersiowej było parę guziczków.
-Nie chcę. Ubierz to.! Będę potem mieć Cię na sumieniu , że zachorowałeś przeze mnie.! - powiedziałam oburzona dając mu ją z powrotem.
-No to chcesz , żebym ja Ciebie miał na sumieniu.! ?-groził mi .
-Niee.. No okej.Włożę ją.- powiedziałam włożyłam ją i dalej wtulona siedziałam obok niego. W końcu kolejka się zatrzymała.
-Koniec zakochańce.! - powiedział jeden z panów, którzy byli prawdopodobnie właścicielami tej rozrywki.
-Nie jesteśmy parą.- uśmiechną się szyderczo Jack.
-Tsaaa... Nie wciśniesz mi tego kitu... Za stary jestem.  -powiedział drugi. My wyszliśmy i ruszyliśmy w stronę grupki, która już na nas czekała. Nawet nie poczułam kiedy moja ręka i ręka mojego przyjaciela splotły się w jedno... Zaczerwieniłam się i momentalnie poczułam wzrok każdego kumpla na sobie.
-To wy jesteście razem.?-zapytał zszokowany Jerry.
-NIE! Haha nieee coś ty.! Przyjaciele.!- zawołałam.Oni spojrzeli na mnie i się zaczęło...
__________________________________________________________
No i jest rozdział 4. ! Hehe! Jest 30 czytelników z USA! Jestem bardzo z tego powodu szczęśliwa! 

A tu taakie zdjęcie :


Jak widzę to foto to po prostu robię się czerwona na twarzy. :D Ale zresztą każda umięśniona klata tak na mnie działa ;D A na Was.?

1 komentarz: