On wstał i podał mi swoją dłoń. Złapałam ją i również stanęłam. Nie uroniłam jeszcze łzy, ale blisko było do tego, że spłynęły by po policzku...
-Kim.. Nie oświadczę się jeszcze... Mamy kupę czasu i jesteśmy , moim zdaniem, na to za młodzi.. Jak ja będę mieć 18 a ty 17. Wtedy już bym to zrobił, ale jak będziemy przez rok czasu to wtedy to zrobię.- oświadczył mi Jack. Wtuliłam się w niego a on we mnie.
-Kocham Cię... - powiedziałam.
-Ja Ciebie też.- odparł i usiedliśmy z powrotem na kanapie. Siedzieliśmy i ciągle rozmawialiśmy... Zerknęłam na zegarek. Była 21;00 więc spokojnie mogliśmy dalej siedzieć i oglądać. Włączyłam teraz Avatara . Przytuliłam się do Jacka i skupiłam swoją uwagę na telewizorze.
-Kim..-przerwał ważny moment.
-No..?
-Chciałabyś mieć dzieci.?- zaczęłam się śmiać .. Mam 16 lat a ten mi wyjeżdża z dziećmi.
-Jack, sami nimi jesteśmy jeszcze! - uświadomiłam go.
- No tak, ale jak będziesz starsza ,nie.?
-No to oczywiście, że będę chciała.! Która kobieta nie chce.?- zaśmiałam się znów.
- Znam takie.. Ale nie ważne.- uśmiechnął się i wstał.
-Gdzie idziesz.?-zapytałam.
-Zrobię zakupy i przyrządzę Ci kolację. Kocham Cię..!- rzucił i usłyszałam trzask drzwi. No fajnie zostałam samiusieńka w domu! Wyłączyłam tv i w pomieszczeniu panował mrok. Bałam się ciemności, ale postanowiłam przezwyciężyć ten lęk.. Patrzyłam się na okno, przez które wpadał blask księżyca... Na podłogę salonu padały cienie drzew, które były za oknem.. Usłyszałam nagle hałas i zlękłam się. Zobaczyłam jak moje kochane szczeniaczki do mnie biegną.
-Jaack! Kim!! Tofik! - wywołałam ich po kolei głaskając każdego. ZAPOMNIAŁAM ICH NAKARMIĆ!- uświadomiłam sobie i ruszyłam szybkim krokiem do kuchni. Weszłam do kolejnego pomieszczenia i do następnego, aż trafiłam do celu. Wyjęłam z szafki karmę i wsypałam każdemu . Usiadłam przy blacie oglądając jak pałaszują swoją porcję. Następnie nalałam im wody i dałam im smakołyki, tak zwane desery dla psów. Znów usiadłam tylko , że teraz na krześle i patrzyłam przez okno... Było ciemno a lampy oświetlały ulice... Po chodnikach kłębiło się od podejrzanych typów... Nigdy tu jeszcze tak nie było. Nagle zobaczyłam jak jeden próbuje okraść staruszkę więc szybko wybiegłam z domu i ruszyłam w ich kierunku.
-Masz oddać tej pani torebkę ale już!!!-nakazałam stojąc zaraz za napastnikiem.
-Oo młoda, zgrabniutka, cycata, blondynka..-wymieniał.- Lubię takie.- uśmiechną się .. Spojrzałam w niebieskie oczy złodzieja i aż zaniemówiłam.. Były pełne bólu, a za razem wrogości i chamstwa.
-Wal się!! - warknęłam wyrywając z jego dłoń torebkę, on zaś nie stawiał oporu. Ja ominęłam go i oddałam ją jej właścicielce.
-Ma pani szczęście, że wypatrywałam kolegi. Na następny raz niech pani sama nie wychodzi o tak późnej porze.!- pouczyłam staruszkę a ona odeszła.
-Dlaczego oddałeś mi ją od tak.?- skierowałam pytanie w stronę nieznajomego.
- Ach no mam inną zdobycz.- uśmiechnął się zalotnie i przyciągną mnie do siebie. Ja próbowałam się wyrwać , ale niestety był za silny... Zaczął muskać moją szyję a ja krzyczałam jak opętana. On zatkał mi buzię ręką i wsadził drugą pod bluzkę.. Po policzkach spływały mi łzy.. Już wiem, co on chce mi zrobić... Błagam tylko nie to! Niech mnie zabije.. Byle nie gwałt..
-Ojj nie denerwuj się kochanie... Będzie zajebiście!- mówił i zaciągnął mnie do rowu. Próbowałam się wyrwać i krzyczałam do jego dłoni, lecz nic nie wskórałam. Po chwili zamknęłam oczy , dalej piszcząc i czekałam, aż ten koszmar się skończy.. Pozbawił mnie dolnej garderoby i usłyszałam dźwięk rozsuwanego rozporka. Szlochałam i błagałam , żeby to się już skończyło, ale to dopiero początek.
- Ooo tak!!!- powiedział wchodząc we mnie.. Nie mogłam w to uwierzyć. ! Nigdy nikt mnie tak nie upokorzył jak ten koleś.! Nigdy nie czułam się tak bezsilna jak teraz! Jakiś obcy chłopak, którego widzę pierwszy raz na oczy właśnie mnie zgwałcił... Bałam się tylko o jedno... Że zajdę w ciążę! Nagle przez mgłę zobaczyłam chłopaka, który podbiega do nas i okłada gwałciciela.
-Kim! Boże!- mówił mając w oczach łzy.- Już wszystko dobrze!- przytulił mnie do siebie.
-Ja..Próbowałam...Się ... Wydostać...Ale ...On ..Był....Był ...za silny..... -szlochałam.
-Kim.. On już srogo za to zapłacił! - mówił przez zęby.. Wiem kto to był.. Nikt inny tylko Jack.
-Nie żyję.?-spojrzałam przez zaszklone oczy na leżącego chłopaka z członkiem na wierzchu.
-Tak,nie żyję.!- oznajmił i spojrzeliśmy jednocześnie na trupa...
________________________________
Znów krótki przeeepraszam. Ale dzisiaj bd dwa rozdziały :)
Pozdrawiam :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz