czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 1.

-Kim... Musimy pogadać... - powiedziała poważnym tonem mama.
-Coś się stało.?- zapytałam nerwowo.
-Owszem stało się. Tata zginął w wypadku. - powiedziała a ja odruchowo zaczęłam płakać.
-Co.?! - mówiłam ze łzami spływającymi po policzku.
Ze snu wyrwał mnie budzik. Całe szczęście , że to były tylko moje wyobrażenia. No tak, dziś poniedziałek. Szkoła. Wstałam, wyspana i wypoczęta. Jak w każdy poniedziałek na śniadanie moja mama przygotowała tosty w kształcie Myszki Miki. Zeszłam na dół w swojej kiczowatej, różowej piżamce z Hello Kitty. Uwielbiam ją. 
-Dzień Dobry Mamuś.! - zawołałam radośnie.
-Witaj słońce. Mogłabyś iść obudzić brata.?-zapytała z wielkim uśmiechem na twarzy.
-No jasne, już idę.- zgodnie ruszyłam na górę i szłam w stronę pokoju mojego brata. Słodziutko jeszcze spał.
-Alex. Wstawaj. Czas do szkoły.-szturchnęłam go lekko. -Alex...- mówiłam coraz głośniej i głośniej i NIC.
-ALEX.! WSTAWAJ I TO MIGIEM!-krzyknęłam mu do ucha a ten spadł z łóżka jak oparzony.
-Nie mogłaś mnie obudzić jak normalnego człowieka.?-zapytał zdenerwowany.
-Budziłam, ale ty nie wstawałeś , więc musiałam sięgnąć po bardziej drastyczne kroki . ;D - pokazałam wszystkie zęby i wyszłam zostawiając chłopca samego. Z powrotem zeszłam na dół i zasięgnęłam po tosty.
-Dziś mnie nie będzie prawie cały dzień. Do południa szkoła. Po godz. 15 idę do dojo na 2 godz. i potem z paczką ruszamy do nowego wesołego miasteczka.- oznajmiłam mojej rodzicielce.
-Dobrze. Dam Ci jakieś drobne na lunch. A na rozrywki poza szkolne dostaniesz, gdy wrócisz do domu. - powiedziała wyciągając ze swojej torby portmonetkę i dała mi pieniądze.Podziękowałam za posiłek, wzięłam banknoty i ruszyłam do swojego pokoju. Z szafy wyjęłam czarne rybaczki z podwiniętymi nogawkami do tego niebieski t-shirt z napisem; ''Don't worry. Be happy ;) " na ramiączkach i czarną kamizelkę . Po kąpieli włosy spięłam w luźnego kucyka , i dodałam przy pustej gumce spinkę z niebieską kokardką. Włożyłam posrebrzane kolczyki z czarnymi napisami i niebieskie conversy. Stanęłam przed lustrem w łazience i jeszcze lekko musnęłam swoje usta balsamem. Gotowa wyszłam i złapałam swoją torbę i ruszyłam na przystanek. Po drodze zatrzymał mnie znajomy głos.;
-Hej ! Kim! Zaczekaj.- był to Jack.
-O hej. ;)) - uśmiechnęłam się serdecznie i spojrzałam na zdyszanego chłopaka.
-No to teraz możemy iść.-zaśmiał się i klepnął ręką moje ramie.
-A więc dziś nie będzie przedstawienia na lekcji, przez to, że się spóźniłeś.?-zachichotałam. Pomimo tego, że nie byłam w klasie z nim to wiedziałam wszystko co się na nich działo. Czasem śmiał się, bo wiedziałam o wszystkich szczegółach jakbym monitoring w klasie zamontowała.
-Siedzimy razem .?-zapytał patrząc przed siebie. To było oczywiste, że jak jedzie na czas do szkoły to będzie spędzać czas ze mną, bądź na flirtowaniu z innymi dziewczynami , które są tak naiwne i lecą na niego.
-Spoko.Nie ma problemu. - oznajmiłam również patrząc przed siebie. Myślałam o dzisiejszym wypadzie do nowego wesołego miasteczka. Z rozmyślań wyrwał mnie przyjaciel.
-Kim.! Idziemy dziś do tego nowego parku rozrywki.?-zapytał. No przecież mieliśmy iść do miasteczka .
-No ale przecież już mieliśmy plany. Sory, jeżeli je zmieniłeś. Ale ja i reszta właśnie tam się wybieramy.- powiedziałam oburzona tym, że on zmienił swoje plany pomimo tego, że był już umówiony z nami. Spojrzałam w jego oczy i ujrzałam strach. Nie byłam do końca przekonana dlaczego i czego w ogóle on się boi. Kierowałam wzrok w tę samą stronę co mój kumpel i zobaczyłam jak jakiś klaun chodzi przed przystankiem i rozdaje ulotki. No tak.. Wesołe miasteczko. Dlatego Jack zmienił plany.
-No to może tutaj staniemy.?-zapytał nie odrywając wzroku od swojego wroga z dzieciństwa. Wybuchnęłam śmiechem i wszyscy , którzy znajdowali się na przystanku skierowali oczy w moją stronę. Ja dalej jak opętana chichotałam i nie zauważyłam jak Jack patrzył już nie na klauna tylko na mnie.
-O co Ci kobieto chodzi.?-zapytał , gdy już trochę opanowałam mój wybuch.
-Bo jak widziałam , jak ty na tego klauna się patrzysz to po prostu nic tylko się śmiać.! -mówiłam już trochę spokojniej , lecz dalej uśmiechałam się pod nosem. On przeleciał mnie wzrokiem i zatrzymał się na moich ustach.
-Brudna jestem.?-zapytałam wyciągając z torby lusterko.
-Nie, nie.. :)) - powiedział z szyderczym uśmiechem na twarzy.
-To czemu... A zresztą nie ważne! - odwzajemniłam jego gest i usiadłam na ławeczce. Zrobił to samo.
-A więc dziś w planach kolejny wielki podryw.? Która tym razem będzie naiwna.?...-zadawałam setki pytań. On zatkał moją buzię łapiąc mój podbródek i podniósł go ku górze. Moje  serce zaczęło tak mocno bić , że myślałam, że zaraz je zwymiotuje. Wirowało jak szalone. Spojrzał mi prosto w oczy i zaczął się przybliżać, a ja odwróciłam głowę i zapytałam;
-Odrobiłeś całą prace domową.?-on zrobił pytającą minę a ja po prostu nie chciałam, żeby się mną pobawił. Wiem jaki jest Jack. Nie chcę, żeby wyrządził i mi przykrość. A poza tym ja nic do niego nie czuję więc dlaczego miałabym go pocałować.?
-Yyyy.. No chyba. Nie wiem sam. ;) - uśmiechnął się ciepło. W tej chwili podjechał pod przystanek autobus, wstałam nerwowo z ławki i ruszyłam w stronę otwierających się drzwi. Jack podbiegł szybko do mnie i wszedł tuż za mną. Postanowiłam siąść na samych tyłach. Jak zwykle wolne, bo wiedzą , ze my tam siedzimy. Ja z Jackiem wsiadaliśmy pierwsi a dopiero potem reszta. Ale zanim do nich byśmy dojechali to mieliśmy jakieś dobre 10 minut.
-Kim, nie chciałem, żebyś sobie pomyślała, że chciałem Cię pocałować. Chciałem zrobić noski-noski! Wiesz, że mam czasem odpały. - wytłumaczył i uśmiechnął się lekko kumpel,który wsiadał razem ze mną. 
-Haha.! Całe szczęście, bo myślałam, że chcesz mnie pocałować.! -zachichotałam. On przecząco pokręcił głową i spojrzał na mnie. Czułam całą drogę jego wzrok na sobie, w końcu autobus się zatrzymał i wsiedli razem Jerry, Milton i Eddi.
-Strzałka Kim! -zawołał Jerry i siadł obok mnie a przy samym oknie siadł Eddi , po mojej drugiej stronie siedział Jack a przy nim usiadł Milton.
-A więc.? Wszyscy gotowi na dzisiejszy szalony dzień w wesołym miasteczku.?-zapytał Latynos.
-Jasne, ale pewna osoba zmieniła raczej plany.! - powiedziałam groźnie patrząc na Anderson. 
-Oj no przepraszam bardzo, że się boję klaunów.!!!- powiedział ironicznie chłopak.
-Ej! Gościu masz nas.! Chyba raczej jak będziesz się bać to przytulisz się do Kim myśląc , że to jest twoja mama i po kłopocie!!!-wrzasnął Eddi.
-Hahahaha . Jak zwykle, ten jak coś powie to... Szkoda gadać.! - zaśmiałam się.
-MAMOOO! PSYYTUL MNIE! -krzyknął Jack i rzucił ramiona w moją stronę a cały autokar odwrócił głowy na tył.
-Hahaa... Jack. Wszyscy się patrząąą...- mówiłam przez zaciśnięte zęby uśmiechając się.
-Haaahaa.- śmiałam się dalej i uwolniłam się z jego objęć. Po pojeździe przeszła fala plotek i doszła do nas.
-NIE JESTEŚMY RAZEM IDIOCI !-krzyknęłam oburzona a oni spojrzeli na nas. Chłopcu od razu uśmiechnęli się do mnie a do Jacka dziewczyny. Resztę drogi przemilczeliśmy. Awantura wisiała w powietrzu tylko dlaczego.? Przerwałam w końcu tą ciszę.
-Ej.! Dlaczego nic nie mówicie.?-zapytałam, bo to ja zawsze byłam tą, przez którą wszystkie kłótnie szły w niepamięć.
-Nie mamy tematów.! - warknął Jack.
-Ej Anderson uspokój się. Odreagujesz dzisiejszy dzień w wesołym miasteczku. ! -zapewniłam bruneta. On ciepło się uśmiechnął i w tym momencie autobus się zatrzymał. Jesteśmy pod szkołą.Wysiadłam jako pierwsza , bo siedziałam na środku. Jak to nasz zwyczaj, ci co siedzą na samym przodzie wychodzą na samym końcu. Ruszyłam w stronę swojej szafki a brunet zrobił to samo. Miał szafkę obok mojej. Była 7;35. Wyjęłam książki do biologii i ujrzałam moją przyjaciółkę Grace.
-KOCHANA! HEJ!- krzyknęła z drugiego końca korytarza.
-Hej! - powiedziałam i przywitałam się z nią całując ją lekko w policzek.
-Gotowa na lekcję o wnętrzu człowieka.?-zapytała.
-No chyba.;) - odpowiedziałam i kątem oka zauważyłam lekki uśmiech Jacka. Chyba zobaczył kolejną swoją ofiarę. Ruszył w jej stronę.
-Kim.! - machała mi ręką przed oczami.
-Słucham Cię.?- skierowałam wzrok na zdenerwowaną przyjaciółkę.
-Idziemy wreszcie na lekcje.? Musimy jeszcze pogadać. Nie zgadniesz kto przyjeżdża do Seatford!!! - powiedziała uradowana koleżanka.Bacznie obserwowałam ją przez chwilę, nie jednak nie żartowała.
-No kto.?! Wyduś to z siebie.- pośpieszałam ją.
-Jay-z!!!! - zapiszczała uradowana.
-O MATKO!!!!!!!!!-zawołałam zdumiona. Pomyślałam w tej chwili o tym , że stoję na scenie razem z nim i ... tańczę...;/
-Będzie w sobotę! To już za 5 dni! Idziemy.?-zapytała trajkocząc jak najęta.
-Chwila. 10 wdechów i wydechów. - powiedziałam kładąc ręce na barkach koleżanki. W tej chwili usłyszałam głośne klapnięcie czyjejś ręki na części ciała innej osoby. Odwróciłam wzrok za siebie i zobaczyłam jak Jack dostał kosza od jednej z cheerleaderek. To się chłopaczyna załamie.
-Jeszcze raz mnie dotkniesz tam, gdzie nie trzeba a skończysz na ojomie! -zawołała wściekła i odeszła.
-Grace. Spotkamy się przy klasie... - rzuciłam i skierowałam się w stronę chłopaka.
-Jack.. Nic Ci nie jest.?-zapytałam zatroskana. Spojrzał się na mnie ze wściekłością.
-A JAK MYŚLISZ.?!-warknął.
-Ej.! Chwila to już nie moja wina.! Ja nic jej nie mówiłam.! Dowiedziałam się różnych nowych newsów.!  - powiedziałam tłumacząc się nerwowo.
-Spoko. Widziałem, że stałaś tyłem. Ale nie rozumiem. ? Dlaczego dostałem kosza.?-pytał samego siebie.
-A przecież dostałeś go już nie pierwszy raz i za pewnie nie ostatni. Przyzwyczajaj się. A teraz chodź , bo chyba nie chcesz, żebyś miał czerwoną rękę odbitą na swojej twarzy.?-zapytałam ciągnąc go za rękę. Dochodziła 7;55.
-Mamy, znaczy TY masz 5 minut. Przecież taka wzorowa uczennica jak ty nie może się spóźnić.- docinał mi Jack. Wiedziałam, że lubi patrzeć jak się denerwuje, ale potem mnie musiał uspokajać, bo jak on to tłumaczy;'' złość piękności szkodzi" Zaprowadziłam go do pielęgniarki szkolnej.
-Dostał z liścia.- oznajmiłam zamykając za nami drzwi.
-Przyłożymy lód i będzie dobrze. - pocieszyła go miła rudowłosa kobieta.
-Miejmy taką nadzieję. -powiedział zdenerwowany.
-Ej! Ej! Złość piękności szkodzi! -zaśmiałam się, bo tym razem ja mogłam mu to powiedzieć.
-Oj tam oj tam. Czyli na pierwszą godzinę lekcyjną nie idę.?-zapytał z nadzieją w głosie.
-Oj chciałbyś. Kim bądź miła i idź oznajmić jego nauczycielowi , ze spóźni się jakieś 10 najdłużej 20 minut na lekcję, ponieważ jest u mnie. - powiedziała patrząc się na mnie.
-Okej. Co masz teraz .?-zapytałam kierując pytanie do ciemnowłosego chłopaka.
-Fizykę.-uśmiechnął się szeroko. A no tak. To jego znienawidzony przedmiot.
-Okej to ja idę. Trzymaj się. - powiedziałam a on uśmiechnął się i puścił mi oczko.
Skierowałam się w stronę jego klasy i w tej chwili zadzwonił dzwonek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz