niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 29.

I nagle co zrobił .? Wymierzył cios mojemu chłopakowi, lecz on nie dał za wygraną. Złapał go za rękę i chciał go przewrócić, lecz o dziwo nie dał rady. Zaś Jacob zrobił to co chciał z nim zrobić mój chłopak. Upadł robiąc charakterystyczny dźwięk upadku, który rozbiegł się po sali gimnastycznej . Zrobiłam wielkie oczy. Zazwyczaj to Jack robił tak ze swoimi przeciwnikami , a tym razem było inaczej. Właśnie mistrza świata pokonał jakiś tam chłopak... Rozumiecie.? Jakiś tam chłopak pokonał JACKA!
-JACK  NIC CI NIE JEST.?!- wrzasnęłam podbiegając do maty, na której znajdował się chłopak.
-Ehhh... Nic... Chyba...- powiedział spoglądając na zaczerwieniające się miejsce. -Chyba złamałem rękę...- powiedział słabo.. Znów ta sama mina co przed kilkoma minutami. Wielkie oczy i szok na twarzy.
-No nie rób sobie żartów. - groziłam mu. Spojrzałam na Jacoba. Stał z dumnym wyrazem twarzy. Podniosłam się i z zaciśniętymi rękoma podeszłam bliżej oprawcy Jacka.
-TY! Jeszcze raz zrobisz coś takiego to gorzko tego pożałujesz.!!! - wysyczałam. Patrzył na mnie ze zdziwioną miną .
-Kim...? On przecież zrobił to samo. - powiedział.
-Ale on mnie przytrzymuję jak mam upaść. A ty go tak bezczelnie rzuciłeś o podłogę. - robiłam mu ogromne wyrzuty sumienia, ale trudno . 
-Ale...Ale...No to chyba już na mnie pora..- rzucił i wyszedł z ogromnym hukiem z domu. Ja klęczałam przed leżącym chłopakiem i patrzyłam na jego puchnące miejsce.
-Trzeba z tym jechać na pogotowie.- oznajmiłam głucho... Nie mogłam przełknąć śliny , bo tak wielka gula stała mi między płucami ...
-Kim..Spoko, bez paniki. Nie musimy.- oznajmił robiąc dot ego jego sztuczny uśmiech.
-Jedziemy i to bez dwóch zdań.
Wyszliśmy z sali treningowej i skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Fakt, była już 20;30 , ale ta sytuacja nie może czekać do jutra. Przy drzwiach poinformowałam 13-latka.
-Alex! Wychodzę.!- i zatrzasnęłam drzwi. Odpaliłam moje cacko i ruszyliśmy do miejskiego szpitala. Zeszło nam tam trochę, ale serio lekarz powiedział nam , że ta sytuacja już dziś musiała być opatrzona, bo jutro Jack mógłby jej już nie mieć.
-A! Mówiłam! - wrzasnęłam . Jack pokiwał głową patrząc na gips znajdujący się na jego ręce. Ruszyliśmy przed szpital i wsiedliśmy do auta.
-Kim... Coraz bardziej niepokoję się zachowaniem Jacoba. On jest.... Dziwny.!- powiedział wlepiając wzrok w tapicerkę. Zdziwiłam się, że zaczął o tej porze roztrząsać temat Jacoba.
-Jack, eee... No wiesz, Jacob jest inny niż wszyscy...- zaczęłam słabo a on skierował wzrok w moją stronę.-ale jemu też należy dać drugą szansę. Każdemu się ona należy.!- oznajmiłam i odpaliłam silnik mojego auta. Ulice o tej porze zazwyczaj były spokojnie, ale nie tej nocy... PO chodnikach kręciły się podejrzane typki, a w najciemniejszych kontach widać było 2 sylwetki.  To miasto zaczęło widocznie żyć nocą. Stanęłam w korku. Z tego co kierowcy mówili między sobą to ; jakaś para popełniła samobójstwo. Dziewczyna zobaczyła, że chłopak ją zdradził i rzuciła się z mostu a chłopak gdy się dowiedział o tym również poszedł na ten sam most i zabił się... Widocznie nie wszystko musi się kończyć happy andem . - pomyślałam i skierowałam oczy na Jacka.
-My tak chyba nie zrobimy prawda.?-uśmiechnęłam się słabo.
-No jasne, że nie ! Pytanie! - parsknął. No więc nie miałam nic więcej do powiedzenia. Ni stąd , ni z owond  przed maską auta pojawił się bardzo dziwny człowiek. Cały blady , burany na czarno, włosy zaczesane na żelu do tyłu. Całkiem jak Hrabia Dracula. Hehe.Patrzyłam uważnie na niego a on na mnie. Był wyjątkowo śliczny a jego cera mieniła się w blasku księżyca. Patrzyłam tak na niego przez dobrą chwilę i nagle pojazdy zaczęły ruszać, a jego w mgnieniu oka już tam nie było. ''Dziwne...'' pomyślałam. Teraz w tej miejscowości dzieje się coś dziwnego. Kiedyś... Spokojna , zawsze pilnie strzeżona , a teraz.... Gangi, narkotyki i inne używki..A do tego dziwni ludzie. No nic... Taka jest uroda tego miejsca, że lubi się zmieniać. Jechaliśmy dosyć wolno, więc postanowiłam wybrać okrężną drogę, którą i tak szybciej dotrzemy do mnie do domu niż normalnie jadąc.
-Wysadzisz mnie koło mojego domu.?-zapytał chłopak, który siedział obok.
-Jasne. Ale miałam nadzieję, że zostaniesz, ale ... Jak wolisz kotek.- uśmiechnęłam się i dalej jechaliśmy. Tempo trochę przyspieszyłam i jechaliśmy 150 km\h .
-Kim, zwolnij może... Lubię szybką jazdę ale nie w terenie zabudowanym.- powiedział Jack karcąc mnie wzrokiem.
-Spokojnie. ! Nic się nie wydarzy.!!-zapewniałam go. I znów pedał gazu przycisnęłam i teraz jechaliśmy jakieś 200 km\h. Nagle zobaczyłam sylwetkę tej samej osoby, którą widziałam na moście... Tego młodego chłopaka o nieskazitelnie białej cerze. Stał centralnie na przeciw mojej masce. Zaczęłam ostro hamować, Całe szczęście, że mam je w stu procentach dobre. Jednak i tak poczułam, że auto w momencie podniosło się i znów opadło. Tylko nie to! Czyżbym go potrąciła....?!
- KIM! MÓWIŁEM!? -krzyczał Jack. Ja trzęsłam się jak galareta. - Lepiej pójdę to sprawdzić.- dodał i wyszedł z auta. No tak, ja lepiej, żebym również to sprawdziła. Otworzyłam niepewnym ruchem ręki drzwi i wysiadłam z wozu... Skierowałam się na tył a Jack oglądał się dookoła.
-Nikogo tu nie ma..- oznajmił. - A przed 20 sekundami jeszcze tutaj był!!!- był przerażony, z resztą ja również. Stałam jak zaczarowana. Przecież...Ale... No ....ON TUTAJ BYŁ!!! NIE MIAŁAM PRZEWIDZEŃ! Rozejrzałam się i ruszyłam sama trochę dalej. Spojrzałam w krzaki i zobaczyłam tam coś mieniącego się. Zauważyłam czyjś uśmiech.  Za nimi był nie kto inny tylko...
____________________________________________________
Koniec!;3 Podoba się.? Dziękuję, że chcecie dalej czytać moje ''to coś '' haha. Jestem szczęśliwa . ;** Kocham Was! <3




Komuś popcornu.? :> JARAM SIĘ TOBĄ BARDZIEJ NIŻ FREDKA JEREMIASZEM! <3

1 komentarz: