-Proszę.. To dla Ciebie.- powiedział dumny chłopak trzymając 2 słodkie szczeniaki , które upatrzyłam w schronisku!Zastawiłam swoje usta dłońmi i po policzku spływały pojedyncze łzy . Odebrałam je od niego i szlochając złapałam go i ucałowałam mocno...
-Dzię...dzie... dziękuję..- powiedziałam wreszcie.
-Nie ma sprawy.! Mówiłem Ci, że trafią w dobre ręce.!- przypomniał mi a ja uśmiechnięta od ucha do ucha.
Dałam podarunek mamie i kazałam zawieść je do domu. Impreza się rozkręciła a ja wirowałam po parkiecie z moim chłopakiem. Wreszcie spokojnie spoczęłam na miejscu, bo Jack wyszedł na dwór z niewiadomych przyczyn. Gdy wrócił od razu mnie przytulił...
-Zaraz zaraz! ! !- zaciągnęłam się smrodem!- PALISZ!!- krzyknęłam, ale on gwałtownie zakrył mi ręką buzię.
-Kim! Proszę Cię! Przebywałem w towarzystwie palących a nie!!-podniósł głos i wzgardził mnie wzrokiem.
-Okej, okej... Sorki.- powiedziałam speszona i pocałowałam go lekko w usta. Usiedliśmy na naszym ''tronie'' jak to każdy nazywał i był czas, aby zdmuchnąć oficjalnie świeczki i podać każdemu tort. Po udanej ceremonii najbliższe osoby miały wygłosić przemówienie. Oczywiście była to Grace, Jack,Jerry, Milton, Julia i Eddi. Na samym końcu była moja mama...
-Kim... Pamiętam Cię jeszcze jak byłaś mała...- zaczęła ze łzami w oczach. Każdy siedział przy swoim stoliku i słuchał przemówień..
-Jak jeszcze nie umiałaś chodzić... Kiedy musiałam przebierać Cię ze śmierdzących pieluch...-wspominała.. Ja zaczęłam się lekko uśmiechać, ale sama miałam w oczach łzy.. Dalej ciągnęła swój monolog aż wreszcie skończyła; - Na koniec chciałabym Wam pokazać pierwsze kroki Kim.! - zawołała a na ekranie pojawił się filmik, który został nagrany 15 lat temu.
-O NIE!- krzyknęłam , ale zaraz zaczęłam się śmiać. Cała sala była wpatrzona w ekran jakby złoto rozdawali. Pod koniec każdy był wzruszony i teraz muszę wyjść przed wszystkich i powiedzieć parę słów do mikrofonu.
-Hejka wszystkim..-zaczęłam trochę nerwowo.- Przede wszystkim dziękuję za przybycie i za prezenty! Kocham Was! - uśmiechnęłam się serdecznie. Oby tak dalej Kim! Tak trzymaj! - (...) I oczywiście chciałam podziękować moim przyjaciołom! Serio bardzo Wam dziękuję, że Was mam! Kocham Was najbardziej na świecie i gdyby Wam stała się krzywda, zabiłabym się...- powiedziałam z całego serca, patrząc na wzruszone miny mojej ekipy... - A na koniec ... Chciałam podziękować Wam wszystkim! Nie wiem jak to robicie , że ze mną wytrzymujecie! Haha... Ale wracając do sprawy... Dzięki , że wpadliście i miłej dalszej zabawy życzę.! - zawołam rozsyłając buziaka po całym pomieszczeniu. Schodząc po schodach zauważyłam posturę chłopaka stojącego samotnie w drzwiach. Szłam w jego stronę i rozglądałam się na boki, żeby Jack nie podbiegł do mnie i zaciągnął na parkiet.JEST! Zdążyłam do niego dojść..
-Yyy...Jacob.?! A co Ty tutaj robisz.?!- zapytałam zdziwiona jego obecnością...
-Witaj Kim. Sto lat! Byłem u Ciebie, ale twoja mama właśnie przywiozła jakieś szczeniaki do domu i powiedziała, że masz tu urodziny , więc wpadłem do kwiaciarni i kupiłem ci to..- zza siebie wyłonił tulipana, różowego tulipana.
-Och.. Jacob.. Nie trzeba było..- zaczerwieniłam się. -Wchodź.! Usiądziesz obok nas..- wskazałam bandę przyjaciół , która zmierzała w naszą stronę.
-Siemaankoo...-zaczął Jerry patrząc na nieznanego chłopaka... Ja w rękach nadal trzymałam kwiatka a Jack spojrzał na niego, na mnie i na kwiatka podnosząc jedną brew ku górze.
-Yyy siema ziom... Znamy się.?-zapytał Jack nerwowo chwytając mnie za rękę. Jacob speszył się tą sytuacją...
-Hej... Nie .. Jestem Jacob. A wy.?-zapytał patrząc po kolei na każdego.. Przedstawili się i ruszyliśmy do stoliku.
-A masz kaloryfer.?-zapytała bezpośrednio Grace. Wszyscy się zaśmiali , tylko Jerry był zazdrosny. Jack obejmował mnie jedną ręką w pasie a ja natomiast szłam koło Jacoba, który w tej chwili lekko się uśmiechał.
-Mam.. Chcesz zobaczyć.?- powiedział pewny siebie. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem typu; ''Serioo.?'' . Podniósł lekko podkoszulek i spod niego wyłonił się 6-ściopak.
-WOOOOOW!- powiedziałyśmy jednocześnie z Grace.. No tak Jack też ma 6-ciopak , ale Jacob był na dodatek opalony.
-Dobra, schowaj go ... Chyba , że chcesz, żeby chłopaki tych lasek zrobili Ci krzywdę.?-warknął Jack. Jak ja go kocham! Dla miłości zabić by nawet mógł.!
-Spokoojnie. Ja tylko zrobiłem to o co poprosiła ta....no... Grace! O! - krzyknął nie mogąc sobie przypomnieć jej imienia i opuścił t-shirt. Usiedliśmy a kelnerka przyniosła dla niego tort. Po godz. 22;30 porozwoziłam gości i wróciłam do domu. (W sensie porozwoziłam Jerrego, Jacka, Miltona, Julię, Grace , Eddiego i Jacoba. ) Po powrocie do domu wzięłam szczeniaki na górę i poszłam się wykąpać. Wyszłam z łazienki przebrana w piżamę.
-CO TY TU ROBISZ.?!- krzyknęłam lekko zdezorientowana.
____________________________________________________
Krótki, ale pisać mi się nie chciało...;cc Miałam już w ogóle nie dodawać nic dziś, ale obiecałam.. Ale jutro nie wiem, czy dodam! ;**

Kocham Was! Dzięki za 636 wejść ! <3 <3 <3 ;*** Dobranoc! <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz