czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 42.

-Będzie bolało.?-zapytałam z grymasem na twarzy.
-Czy przez ściąganie gipsu mam rozumieć ból.?-uśmiechnęła się ciepło a ja odwzajemniłam jej gest! HURA! Ściągają mi to badziewie z nogi! No nareszcie!!!
-Nie .! Dziękuję! -zawołałam a ona zajęła się usuwaniem usztywniacza na mojej nodze. Po jakiś 15 minutach było po sprawie i wyszłam na korytarz.
-O ! Kimi! Nie masz gipsu! - pocałował mnie Jack.
-Taak. Ściągnęła mi właśnie teraz ta pani. - uradowana uścisnęłam go. Zauważyłam, że Alexa jeszcze nie było.
-Gdzie on jest.?
-U lekarza jeszcze. Weszły tam niedawno 2 pielęgniarki.- oświadczył mój chłopak.
-Aha... To chyba coś z nim nie tak..- posmutniałam a on pocieszając mnie przytulił mocno do siebie.
-Nie martw się.! Silnym chłopakom zawsze jest lepiej ! A twój brat zalicza się do nich!- wspierał .
Usiedliśmy na krzesełkach i wreszcie wyszedł z sali Alex.
-Mój kochany braciszku.! Co Ci jest.?-zapytała od razu tuląc malca do siebie.
- Zostaję to na 5 dni! - powiedział i miał łzy w oczach.
-JAK TO.?!- wrzasnęłam na cały korytarz.
- Lekarz powiedział, że mój żołądek jest strasznie zatruty... - wymamrotał młodzieniec.
- Och biedaczkuu...Mam już ciuchy dla Ciebie.- oznajmiłam i podniosłam z ziemi torbę. Podałam ją braciszkowi poszliśmy do wyznaczonej sali. Posiedzieliśmy z nim jakieś 2 godziny i wróciliśmy do mojego domu.
-Jack jest już późno a jutro szkoła... - wymamrotałam padnięta.-Nie to, że Cię wyganiam ..- dodałam jeszcze a chłopak złapał mnie od tyłu i zaczął delikatnie muskać moją szyję.
-Jack proszę..- nie miałam sił nawet aby się z nim sprzeczać, bądź wyrywać się z jego uścisku. Przejechał swoimi dłońmi po moim brzuchu w dół.
-Mam ochotę na psotę..- zachichotał mi do ucha. Odwróciłam się na pięcie do niego i mocno wpiłam mu się w usta. Jego język dotykał moich warg abym je otworzyła, ale ja zgrywałam niedostępną.
-Kimi...No...Proszę..-mówił przez pocałunki.
-Poproś.!- zaśmiałam mu się w twarz , ale zaraz zrobiłam to o co nalegał. No tak.. Byliśmy sami w domu i nie spodziewaliśmy się nikogo. Po długim i namiętnym pocałunku skierowaliśmy się do salonu.
-Jackuś zostajesz u mnie na noc.?-zapytałam uśmiechając się i podnosząc z ławy telefon domowy.
-Jeżeli nalegasz.-zaśmiał się uwodzicielsko.
-Ja nie nalegam.! Ja zaproponowałam! A to co innego!- zawołałam i wystawiłam język. Wbiłam numer telefonu do mojej mamy.
_______________Rozmowa telefoniczna________________-
M; Halo.?
K; Mamo! Alex jest w szpitalu!
M; Jak to.?!
K;Zatruł się czymś!
M; Oj biedaczek! Zaopiekujesz się nim.?
K; Mamo... Przecież ja mam szkołę.! Nie jestem jego mamą.! Jeżeli najdzie mnie ochota na zabawę w mamę to sama zrobię sobie dziecko!
M; Nawet o tym nie myśl! Nawet nie myśl o tym, żeby myśleć!
K; Spokojnie! Na razie do niczego mi się nie spieszy!
M; Mam nadzieję.! Ja spróbuję się wyrwać z jakiejś sesji zdjęciowej i przylecieć jak najszybciej okej.?
K; Okej .! Zadzwoń do niego, bo on strasznie tęskni za tobą.! Może Ci tego nie mówi, ale tak jest!
M; Dobrze córciu ! Zadzwonię do niego.
K; Dobra mamuś do usłyszenia!
M; Czekaj!
K; Co.?
M; Jest u Ciebie Jack.?
K;Tak a co.?
M; Proszę Cię zabezpieczajcie się!!
K; Mamo! Proszę Cię! Nie jesteśmy dziećmi!!!
M;Kocham Cię Słońce!
K;Ja Ciebie też!
M;Pa!
K;Pa!
______________Koniec rozmowy telefonicznej______________
-Skoczymy do mnie po ciuchy okej.?-zapytał Jack przytulając się do mnie.
-Okej.- uśmiechnęłam się i wyszliśmy na dwór zamykając drzwi frontowe. Była godz. 18;30 a było już strasznie ciemno, pomimo tego, że jest już prawie lato! Nie słychać było ptaków ani żadnych zwierząt żyjących w trawie. Szliśmy razem , oplatając swoje dłonie. Panowała zupełna cisza, tylko do czasu do czasu przejechało jakieś auto. Myśleliśmy, że w spokoju dojdziemy już do domu Jacka, ale niestety... Ktoś stanął nam na drodze.
-Kim. Możemy pogadać.?-to był Broudi. Co on znów ode mnie chce.?
-No okej..- odeszliśmy kawałek od Jacka a on bacznie przyglądał się całej tej sytuacji z boku.
- Kim.. Nie rób po raz drugi tego błędu! Wiedz, że on i tak czym prędzej tym później Cię żuci! To jest nieuniknione!- powiedział łapiąc mnie za ramiona i patrząc mi głęboko w oczy. Zrzuciłam jego ręce z moich barków i spojrzałam na niego.
-Broudi ja wiem co robię. Cieszę się, że się tak o mnie martwisz, ale to nic nie da! Ja i tak z nim będę.! Jak się kogoś kocha to nawet zabicie kogoś się mu daruje! Jak komuś na sobie zależy to robi się wszystko, żeby ta osoba była szczęśliwa. Nawet jeżeli to szczęście nie będzie dzielić z tobą..- powiedziałam opanowana. W jego oczach widziałam smutek i ból... Nie miałam pojęcia co teraz zrobić.
-Dobrze...Skoro on jest Twoim szczęściem, to ja się będę cieszyć, że jesteś szczęśliwa.- teraz utwierdził mnie w przekonaniu , że mnie kocha.
-Kochany jesteś Broudi, ale znajdziesz lepszą dziewczynę ode mnie.- przytuliłam go przyjaźnie a on odwzajemnił go.
-Ty jesteś najlepsza.- powiedział tuląc mnie do siebie, ale ja już za długo się do niego przytulałam i pomyślałam sobie, że Jack może być zazdrosny... Całkowicie ta sama scena jak w Sadze zmierzch; Zaćmienie, nieprawdaż.? Bella CAŁUJE (a  ja tylko przytulam) Jacoba pierwszy i ostatni raz a Edward na to wszystko patrzy. Oby dwoje ją kochają,a ona kocha ich tylko, że jednego jak brata a drugiego jak swojego ''męża" . Cóż za zbieg okoliczności!
-Dobrze, nie przeszkadzam Wam!- rzucił i zniknął gdzieś za rogiem.
Bez słowa szliśmy do jego domu. Gdy przekroczyliśmy próg jego posiadłości on spakował wszystkie potrzebne rzeczy i ruszyliśmy do mnie...
                             15 minut później.......
Siedzieliśmy na kanapie w salonie oglądając Titanica . Wtulona do niego w końcowych momentach szlochałam, jak zawsze zresztą, gdy np. Jack umarł i zostawił Rose na statku.
-Kim..-powiedział , gdy ja już opanowałam się z lekka.
-Słucham.?
-No , bo wiesz... Jak ty sobie to wszystko wyobrażasz za niedługo.. Masz 16 lat a ja 17 ... -zaczął wylewać z siebie mnóstwo myśli,które kłębił w sobie oglądając film.
-Ale o co Ci chodzi Jack.? Mówisz o szkole.? O tym co po niej czy o nas.?
-O nas! Kim... Ja chyba jestem w stu procentach, że chcę z tobą spędzić całe moje życie..- wydusił wreszcie z siebie to najważniejsze... Ta myśl dusiła go już od paru dni, lecz za wszelką cenę nie chciał mi jej wyjawić. Do oczu napłynęły łzy.
-Jack.. Czy ty mi się oświadczasz..?- zapytałam niepewnie on wstał....
_____________________________________________
Kooniec :D Hahah Podoba się.?:>
Od dziś przy niektórych rozdziałach nie będę dodawać zdjęć, bo to zajmuje mi trochę czasu :D Za to będą teraz dłuższe rozdziały .:D Coś za coś  <3 :** :P Pozdrawiam Was

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz