poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 30.

-Aleksander.?!- wrzasnęłam.
-Tak jak mówiłem... Na pewno nie będziecie razem...! Albo będziesz ze mną , albo ani Ciebie ani Jacka nie zobaczy już nigdy nikt! - groził i znów zniknął. Ale hola! Gdzie tamten pajac, który uciekł mi sprzed maski.?! Trudno. Wsiadłam do samochodu a Jack razem ze mną.
-Kim, nie martw się tym pajacem! On nic Ci nie zrobi.! - upewnił mnie i ruszyliśmy.Tym razem jechałam dosyć wolno. Odstawiłam go pod dom namiętnie całując go w usta.
-Dobranoc kotek.- powiedział a ja uśmiechnęłam się do niego.
-Dobranoc.- rzuciłam a on wyszedł . Po paru minutach byłam na swoim placu. Wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę drzwi. Z kieszeni wyjęłam kluczę i otworzyłam zamek. Weszłam do środka zatrzaskując je i ruszyłam do kuchni, aby coś przekąsić. Moje 3 pociechy stały i czekały na mnie . Nakarmiłam je i sama zajęłam się przygotowaniami do kolacji. Zjadłam w ekspresowym tempie kanapki i poszłam na górę. Wzięłam orzeźwiający prysznic i położyłam się zmęczona pod kołdrę. Postanowiłam jeszcze sprawdzić Twittera i Facebook'a. Nic nowego. Miałam jeszcze zdjęcie , które zrobiłam parę dni do tyłu i postanowiłam je wstawić ;


Wiem, wiem... Słodko razem wyglądamy. Haha dosyć tej skromności. ;D Odłożyłam laptopa na miejsce i przytuliłam się do poduszki. Usłyszałam jeszcze tupot mały stóp ( psiaki ) , które weszły do pokoju i położyły się ze mną. Pobawiłam się z nimi i na sam koniec głaskałam je. Była już 2.30. Już po chwili zasnęłam...
Szłam ulicami , wracając od Grace. Znów po ulicach kręciło się mnóstwo typków, którzy nie wyglądali przyjaźnie. Szłam pewnym krokiem, chodź w duszy wołałam o pomoc, żeby jak najszybciej znaleźć się w domu. Właśnie w tym momencie miałam przejść najgorszy odcinek w całym Seaford... Zazwyczaj tam dochodziło do gwałtu, porwań, zabić i takich sprawach. Teraz cały czas czułam, jak ktoś śledzi mnie .. Oglądałam się co chwilę to za siebie to na boki, lecz nikogo nie widziałam. Szłam właśnie obok zamkniętego sklepu jubilerskiego a obok znajdował się najdroższy sklep z ciuchami prosto z wybiegu.  A między nimi była pusta droga bez wyjścia. Nagle poczułam, że ktoś zakrywa mi usta i ciągnie w tamtą stronę. W tej chwili myślałam o jednym.; Albo mnie ktoś zabije, albo zgwałci. Szarpałam się, aby móc się wydostać z silnych objęć lecz na marne . Spojrzałam napastnikowi w oczy , a w nich dostrzegłam wrogość... Nie umiem nawet opisać tego słowami. Po prostu widziałam, że ta osoba chce mi po prostu coś zrobić. Zaczął mnie rozbierać... O nie! Tylko nie to! Zaczęłam piszczeć, próbowałam się wydostać, ale ta osoba dobrze wiedziała jakie są moje taktyki obronne. Nic nie mogłam zrobić... Po prostu się poddałam. Cała zapłakana leżałam i czekałam, aż ten koszmar się skończy...Ale to dopiero początek... Gwałciciel wyjął zza siebie nóż.
-Powiedz, że z Tobą i Jackiem koniec!- mówił. Cała drżałam ze strachu.
-NIE ZERWĘ Z NIM!- wykrzyknęłam mu prosto w twarz.
- Tak jak obiecałem. Z Wami koniec..!- powiedział i wbił mi nów w płuca... Zaczęłam solidnie krwawić... Czułam suszę w ustach i chciałam powiedzieć coś, lecz usłyszałam znajomy głos.
-KIM!!!- to był Jack.
-A więc muszę zabić dwóch na raz... Mniejszy kłopot..- powiedział sam do siebie. Jack nie miał najmniejszej ochoty się z nim bić więc podbiegł do mnie dzwoniąc po karetkę.
-Kocham Cię Jack...- wyszeptałam.
-Nie rób tego.! Nie żegnaj się.! - krzyczał.
-Strasznie mi sucho w buzi... Coraz słabiej się czuję... - mówiłam, a raczej mamrotałam... Spojrzałam na ranę i widziałam sztylet. Złapałam go i pociągnęłam ku górze. Wyjęłam go z siebie a krew tryskała jak fontanna. 
-Przeżyjesz, będziesz miała mnóstwo dzieciaków, będziesz patrzeć, jak dorastają. Umrzesz jako stara babcia we własnym ciepłym łóżku. Nie tutaj, nie tej nocy. Rozumiesz mnie.? Przeprowadzka tutaj dała mi coś bezcennego..-Ciebie. Jestem za to wdzięczny losowi. Musisz zrobić dla mnie przysługę. Obiecaj mi że przeżyjesz. Że nie poddasz się, bez względu na to, co się zdarzy, nie ważne jak beznadziejna sytuacja. Obiecaj mi, Kim, i nigdy nie złam przysięgi.! - mówił ze łzami w oczach. Również płakałam. 
-Kocham Cię ..- powiedziałam i wyciągnęłam ku niego rękę.. Złapał ją.
-Jestem w ciąży..- wymamrotałam jeszcze i nagle straciłam przytomność... 
________________________________________________________________
No i macie kolejny rozdział :D Nie spodziewaliście się tego nie.?:D Heheh ;*

 

15-ste uro Kim i taki prezent. U nich to normalka a u nas... Kpina...? Chyba tak mogę to nazwać! :** Dobra, ale wracając do spr. Nie zawieszę tego bloga... <3 Robię to dla Was! Kocham i Pozdrawiam.. :** uliczny flow.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz