Aż do pory lunchu nie widziałam Jerrego i Jacka. Weszłam na stołówkę i zobaczyłam ich na naszym miejscu. Wzięłam talerz z surówką i jabłko, i ruszyłam w ich stronę.
-Jerry....- zaczęłam.
-Dobra, dobra, możesz mnie już uderzyć. I tak wiem, że się od tego nie uchronię.- powiedział smutny.
-Okej... A więc.... CO TO MIAŁO BYĆ.?! CO TY SOBIE W OGÓLE WYOBRAŻASZ.?!- krzyczałam na niego. Lekko klepnęłam go w głowę i usiadłam na miejscu Jacka. Dziś w jego ubiorze tonował kolor niebieski, jak to zwykle bywa.
- A więc dziś idziemy do wesołego miasteczka.?-zapytałam po raz kolejny.
-Tak. Idziemy.- oznajmił od razu Jack.
-Ooo ! To już się nie boimy klaunów.? - zapytałam drocząc się z nim. On nic nie powiedział tylko zajął się swoim obiadem.
-Wiecie co.? Skoro jestem przewodniczącą szkoły to mogę urządzić jakiś bal. Co wy na to.?! - zapytałam z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Bardzo dobry pomysł. A i tak mamy mieć bal absolwentów na koniec gimnazjum...- powiedział Jerry.
-No tak, ale poza tym. A zresztą na ten bal absolwentów idziecie tylko Wy 3-cio klasiści. A reszta nie. - podsumowałam.
-No chyba, że zostałabyś zaproszona jako osoba towarzysząca. - powiedział z szatańskim uśmiechem Eddi.
-Cicho być. Nikt mnie nie zaprosi.. A wracając do sprawy to raczej fajny pomysł. - powiedziałam.
-No tak. Podsuń go dyrektorce. Na pewno się zgodzi. Jesteś jej ulubienicą. ZARAZ PO MNIE!- przypomniał Milton.
-No tak...Okej pogadam z nią. Ale nic nie obiecuję. - powiedziałam.
-Hej Jerry.- podeszła do nas Grace.
-No witaj...- zaczął uwodzicielsko kolega.
-Możemy pogadać.?- zapytała nieśmiało a my zrobiliśmy wielkie oczy, chłopak speszony sytuacją spojrzał na nas a ja mu pokazałam oczami , żeby z nią poszedł. Wstał i nerwowo gładząc się po włosach ruszyli w bardziej ustronne miejsce.
-Nowa para.?-zapytał rudowłosy chłopak.
-Może..-powiedziałam obojętnie. Przerwa na lunch się skończyła i ruszyliśmy do klas. Lekcje szybko mi mijały a Grace była cały czas zajęta Jerrym. Wyszłam ze szkoły i zajęłam swoje miejsce na tyłach. Włożyłam słuchawki na uczy i zaczęłam słuchać Energy. Zamknęłam oczy i czekałam aż odjedziemy. Nagle ktoś delikatnie położył rękę na moim ramieniu.Szybko zamrugałam oczami i zobaczyłam sylwetkę mojego przyjaciela.
-Jack.?! Nie zostajesz dziś w żadnej kozie.? -zapytałam będąc w głębokim szoku.
-No dziś nie. Milton i Eddi gdzie.?-zerknął na puste miejsca obok nas.
-Eddi i Milton szykują jakąś mieszankę wybuchową na chemię więc zostali dłużej a Jerry poszedł do kawiarni z Grace.-wytłumaczyłam ich nieobecność.
-Czyli wracamy sami.? - uśmiechnął się szatańsko.
-No na to wygląda. Ja tak wracam zazwyczaj, ale jeszcze przy mnie jest przyjaciółka.Dziś jest strasznie zajęta swoim przyszłym chłopakiem.- powiedziałam znudzona.
-Zakochani są wspaniali!-rzekł kolega siedzący obok mnie.
-Tsa.. I kto to mówi.? Chłopak , który co tydzień zmienia dziewczyny! Śmieszny jesteś. Ty chyba nigdy nie byłeś zakochany na poważnie.- powiedziałam patrząc przed siebie. Chyba go to uraziło.- Jack. Sory, ale wiesz, ja jestem szczera czy to boli czy nie. Wybacz, jeżeli serio Cię to zabolało ale musiałam. - wytłumaczyłam i włożyłam słuchawki na uszy. Gdy mieliśmy wysiadać zdjęłam słuchawki, włożyłam je do torby, wyjęłam z niej iphona i wyszukałam numer telefonu Grace. '' I jak randka.? Udana.? Podoba się.?" wysłałam jej krótkiego sms'a na co odpisała '' Jutro Ci wszystko opowiem ze szczegółami! :** Ale wiedz, że jest super!! :D " a ja sama do siebie się uśmiechnęłam i wstałam z siedzenia. Autobus się zatrzymał a ja wysiadłam z niego i skierowałam się w stronę domu.
-Kim! Czekaj! - zawołał Jack
-Coo!? - zapytałam odwracając się w jego stronę.
-Masz rację, nigdy się nie zakochałem na poważnie, ale w tym momencie jest inaczej. -powiedział a ja już szłam przed siebie.
-Serio.?! Niby kogo ty tak kochasz.?-zapytałam zdziwiona.
-Osobę , którą zaproszę na bal absolwentów. -powiedział a ja zapamiętałam jego słowa, żeby potem wiedzieć o kogo mu chodzi.
-Kiedy masz zamiar to zrobić.?-spojrzałam w jego czekoladowe oczy.
-Za niedługo.- powiedział nawet nie patrząc na moją reakcje.
-Okej.. Niech Ci będzie. Poczekam . - powiedziałam i przyspieszyłam kroku. Ominęliśmy jego dom a on nadal szedł koło mnie.
-Co ty rooobisz.?-zapytałam.- Przecież twój dom jest tu...- dodałam zdziwiona.
-No ale idę Cię odprowadzić. Nie zawsze wracamy razem ze szkoły. - powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Dobrze. Rób jak chcesz.- powiedziałam obojętna i tuż za rogiem wyłonił się mój dom.
-No to do zobaczenia w dojo. - zawołałam zamykając furtkę.
-No cześć.- powiedział i odszedł. Weszłam uradowana do domu i do moich nóg podbiegł mój pies. -TOFIIK!-krzyknęłam i upadłam na kolana głaszcząc go a on merdał ogonkiem jak szalony. Jest labradorem i bardzo lubi jak się go głaszcze po brzuszku. Wstałam i ruszyłam do mamy. Obiad stał już na stole.
-Cześć mamooo! - zawołałam.
-Cześć słońce. Obiad gotów zaraz dostaniesz pieniądze na wypad. - powiedziała i znów sięgnęła po swój portfel.Dała mi gotówkę na stół i wyszła z pomieszczenia. Ja zjadłam przepyszną lazanię i poszłam do siebie. Poszłam wziąć zimny prysznic, bo było wyjątkowo gorąco. Włożyłam krótkie, czarne szorty i do tego kremowy t-shirt z napisem; ''Good luck" . Sięgnęłam po kolczyki z kremowymi różami i pierścionek również z kremową różą. Gotowa wyszłam do pokoju była już 15;55 więc wyszłam szybko biorąc swoją torebeczkę, gdzie miałam najpotrzebniejsze rzeczy takie jak ; gumy do żucia, kluce , portfel i telefon. Wybiegłam szybko z domu i ruszyłam w stronę dojo. Wewnątrz wszyscy już byli.
___________________
No to mamy 3 rozdział.
Piszcie komentarze, bo to
motywuje mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz