piątek, 31 maja 2013

Rozdział 47.

Delikatnie mnie przytulił... W bramie zobaczyłam smutnego Jacka. Gdy zobaczył nas nabuzowany ruszył szybkim krokiem.
-Co to ma znaczyć.?!- krzyczał.
-O co ci chodzi .?-zapytałam rozkojarzona .
-Czemu on Cię przytula.?! To już pocieszenie sobie znalazłaś.?! Przecież my ciągle jesteśmy razem!!!- krzyczał. Do oczu napłynęły mi łzy.
-A kto dziś spędzał tyle czasu z Claudią.? Co znudziła Ci się i przyszedłeś do mnie.?! Fajnie... Teraz.?! Od samego rana mnie olewałeś!!! - napięcie wzrastało z każdym naszym słowem. Chris stał u boku i oglądał sytuację.  
- Ej spokojnie ! To moja wina.! To ja ją przytuliłem.. A ty powinieneś ją doceniać! Masz taką zajebistą dziewczynę a oglądasz się za innymi!- warknął Chris.
-Ja się za nikim nie oglądam!!! Chciałem tylko poznać Claudie!! Czy to coś złego.?! Mi na niej nie zależy.!!!- krzyczał broniąc się jak może.
- Ale jej na tobie zależy..- wymamrotałam słabo.
-Kim! Proszę Cię.! Kocham tylko ciebie! Pamiętasz tą rozmowę u ciebie wieczorem.. Mówiłem Ci coś bardzo ważnego!! Nie zniszczy mi tego jakaś laska!!!- krzyczał. Chris postanowił zostawić nas sam na sam.
-No ale jakoś ona  ci musiała namieszać w głowie, bo mnie olałeś przez wszystkie lekcje! A teraz wybacz jadę do Alexa! - ominęłam go zdenerwowana i zaczęłam iść.
-KIM!-krzyknął i złapał mnie za rękę mocno przyciągając do siebie i całując namiętnie w usta. Odwzajemniłam jego pocałunek. Wybaczyłam mu wszystko.. Ten jeden gest a robi ze mnie .. Nie wiem jak to określić.. Marionetkę.?- może to dobre określenie tego. ;p
-Przepraszam, że się tak czułaś..
-Nie przepraszaj . To moja wina.. Nie potrzebie się uniosłam.- mówiłam smutno nie patrząc mu w oczy... Za bardzo było mi wstyd, żeby to zrobić..
-Mogę jechać z Tobą.?- zapytał podnosząc moją twarz tak, aby mógł mi patrzeć w oczy.
-Możesz.. - powiedziałam cicho i znów ponowiłam próbę wyjazdu z placu.
-Wstąpimy jeszcze do empiku.?-zapytał Jack.
-Okej.. Ale po co.?- spojrzałam na niego pytająco.
-Muszę coś kupić.
-Okeej.- wsiedliśmy do pojazdu i ruszyliśmy. Po jakiś 10 minutach byliśmy pod sklepem . Weszliśmy do niego i Jack szybko pobiegł na dział z grami. Och cały ON! Po 15 minutach stanie przed sklepem i czekania na niego dostałam SMS'a
''A jednak miałaś rację Kim! Claudia jest chamską zdzirą!!'' Wiedziałam, że coś się stało. Wystukałam szybko wiadomość do koleżanki i wysłałam ją jej.
''A co się stało.?''
''Próbowała mi odebrać Jerrego! Co za chamska zdzira!!''
''Już dobierała się do Jacka, ale on w porę się zorientował ...''
''Jerry też...Musimy na nią uważać! ''
Wreszcie zobaczyłam wychodzącego chłopaka.
-Dłużej się nie dało.?!-zapytałam zdenerwowana.-Obiad mu wystygnie!- dodałam szybko ruszając.Po 5 min. byliśmy na miejscu.Weszliśmy do szpitala i skierowaliśmy się do odpowiedniej sali.
-HEJ ALEX!-zawołałam uśmiechając się ciepło do braciszka.
-Kimuśś!-ucieszył się wystawiając ręce na znak, że chce się przytulić.
-Hej młody!-powiedział Jack wchodząc z zakupami ..Tylko po co.?
-Cześć Jack!!-uśmiechnął się do przyjaciela brat.
-Mam coś dla Ciebie!-zza siebie wyłonił paczkę. Kiedy ją zapakował to nie mam pojęcia..
-To dla mnie.?-spytał zaskoczony Alex.
-No chyba nie dla Kimm..- zaśmiał się i dał mu do ręki.Chłopak szybko wypakował podarunek i zobaczył nowe PSP i do tego kilka gier. Przecież to musiało baardzo dużo kosztować!!
-WOOOW! Dzięęki!-zapiszczał z podniety brachol a ja spojrzałam groźnie na Jacka.
-No co.?-zapytał.
-No chyba sobie żartujesz! Nie przyjmiemy tego! -powiedziałam od razu.
-Niby czemu.?
-Bo to jest za drogi prezent!
-Przesadzasz! Baw się dobrze młody tym. Tylko nie rozwal od razu tego!-zaśmiał się Jack a ja podeszłam do niego i przytuliłam go mocno.
-Przywiozłam Ci obiad..- przerwał.
-Ooo! Daj! Bo tu takie paskudne żarcie dają, że rzygać się chce..!- wymamrotał a ja podałam mu torbę z żywnością..
_____________________________
Nie chciało mi się pisać więc napisałam króciuteńki i bez sensu, ale to nic! :)) Mam nadzieję , że dobre chęci też się liczą <3

Rozdział 46

Pomimo tego, że Jack zapewnił mnie, że kocha mnie najbardziej na świecie cały czas czułam się zazdrosna.. Uśmiechał się do niej słodko, a czasem obejmował ją , ale ni stąd ni zowąd udawał, że chciał zrzucić jej tylko jakiś włos z ramienia... Zaczęło mnie to lekko irytować i teraz już ani razu od rana nie pocałowałam go ani się do niego nie przytuliłam. On spędzał czas z Grace i Claudią , więc ja spędziłam go z Chrisem i Jerrym . Świetnie się razem bawiliśmy.
-Dobra chłopcy dość! - śmiałam się jak opętana , bo zaczęli mnie gilgotać. Chris od razu odnalazł mój słaby punkt, gdzie wystarczył dotyk a na mojej skórze pojawiły się dreszcze.
-Znaleźliśmy jej słaby punkt! -krzykną Christian . Ja piszczałam jak najęta. Kątem oka zauważyłam Jacka, który szedł w naszą stronę.
-Zostawicie ją.- krzyknął . Oni dalej nie ustępowali. W końcu Jack złapał rękę nowego chłopaka a on od razu warknął.
-Nie radzę.! Ćwiczę boks i jak powalę to znajdziesz się na ojomie!- zrobiłam wielkie oczy i patrzyłam na akcję.
-Jak powiedziałem zostaw to zostaw! Nie.? -skakali sobie do gardeł. Podeszłam do nich poprawiając lekko swoje włosy.
-Jack spokojnie.. On nic takiego nie robił! Gdzie masz Claudie .? Dała Ci już kosza.?-zapytałam zdenerwowana a on zrobił zdziwioną minę.
-O co Ci chodzi.?
-O gówno! - parsknęłam i odeszłam od nich.. Chris szybko coś do niego powiedział, a Jack zaraz rzucił szybkie, lecz głośne; Aaaa! i podbiegł do mnie.
-Kim! Mówiłem Ci rano! Kocham TYLKO I WYŁĄCZNIE CIEBIE! Nie jakąś tam Claudie..- oznajmił zatrzymując mnie i patrząc mi głęboko w oczy.
-Yhmy! Dobra może i mnie kochasz, ale zainteresowałeś się też Claudią! Przyznaj!- warknęłam nabuzowana.
-Atrakcyjnie wygląda, ale ty jesteś lepsza! Wiem co mówię, bo ją poznałem! Idiotka..- rzucił szybko.
-Yhmy .. Jasne! Jakby była IDIOTKĄ to byś z nią nie spędzał wszystkich przerw. Zresztą.. Ja się nie nudziłam! -rzuciłam a on zdenerwowany podszedł do mnie.
- Czyli mam rozumieć , ze z tym całym Christianem bawisz się lepiej niż ze mną.?!
-Tego nie powiedziałam!!!- krzyknęłam.
-Ale zasugerowałaś!- chwycił mnie za słówka a ja spojrzałam na niego.
-Nic takiego nie powiedziałam! Mówiłam, że dobrze się bawiłam, bo skoro ty nie miałeś dla mnie czasu to ty myślisz, że będę siedzieć i czekać aż mój książę z bajki na białym koniu do mnie przyjedzie.?! Chyba śnisz! - awantura wisiała w powietrzu...
-Chciałem ją poznać!!! Moja to wina, że jakaś pipa przyjeżdża i chcę ją poznać.?! NIE!- krzyknął.
-Skoro już tak bardzo chcesz ją poznać to idź do niej!!!- krzyczałam a całej sytuacji przyglądała się cała nasza gromada plus Chris i Claudia.
- Nie ! Ja chcę Ciebie! - mówił. Znów jakieś cyrki! Oni chyba mają nas dość!
-Jasne! Jakoś nie chciało Ci się mnie przez wcześniejsze lekcje!! Teraz sobie o mnie przypomniałeś.?! Teraz to ty idź sobie do tej Claudi!!!
- No i pójdę!!! Zachowujesz się jak dziecko! Kim! Mówię Ci, że Ciebie kocham a nie ją! Ty jesteś tą jedyną ! Tłumaczyłem Ci !!! - poker face... tyle mam do powiedzenia...;/.
-Yhmy... Okej.! Idź! Skoro zachowuję się jak dziecko!! Ona to taka wielka i mądra jest! ! ! - wrzasnęłąm i ominęłam go łukiem. Podeszłam do blondynki i rzuciłam;
-Dzięki !!!- i wyszłam ze szkoły. Postanowiłam iść do domu...  No tak jak mówiłam, była brzydka pogoda i zaczęło padać. Usłyszała, że ktoś za mną biegnie... Moje włosy zdążyły już tak przemoknąć , że nie było już suchej nitki na mnie .
-Kim! Przecież się rozchorujesz!- to był Chris. Pomimo tego, że znam go jeden dzień to polubiłam go... Wydawał się być fajny... Coś ostatnio zawarłam dużo nowych znajomości.; Jacob, Joe teraz Chris.. Oby tak dalej Kim! Oby tak dalej...
- Gdzie ty idziesz !? Przecież jest szkoła!- wrzasnął . Pewnie w tamtej szkole był wzorowcem.
-Och no ja idę do domu... A ty wracaj do szkoły!- nakazałam mu machając mu ręką. Widział, że trzęsę się z zimna więc zdjął z siebie swoją bluzę i dał mi ją.
-Dzięki..- powiedziałam już lekko zakatarzona. Szliśmy w milczeniu, więc mogłam spokojnie sobie wszystko przemyśleć.. Może i niesłusznie  naskoczyłam na Jacka.? Może i naprawdę tylko chciał poznać tą laskę... Ona zaś nie wydawała się na taką chamską, skoro nawet Grace ją polubiła, ale była tak samo zazdrosna o nią , bo Jerry mi się wygadał, że ten kusząco wygląda... Matko! Weź niech sobie założy krótką mini z napisem; '' Tu mnie bierz!!'' . Ciekawa jestem jaka byłby wtedy ich reakcja!? Pewnie już na pierwszej lepszej przerwie by ją przelecieli.
-Kim jest dla Ciebie Claudia.?-w końcu przerwałam ciszę i skierowałam oczy w stronę chłopaka idącego koło mnie.
-Hm...No przyjaciółką... - powiedział chwilę się zastanawiając.
- Serio...? Tylko przyjaciółką.?! Byliście już kiedyś razem.?-wypytywałam dalej , bo czuję, że coś tu śmierdzi...
- No.. Byliśmy ze sobą rok! Zerwała ze mną, bo powiedziała , że to nie ma sensu..- powiedział smutno. Oj żal mi go było.
-A mogę wiedzieć jak dawno ze sobą zerwaliście.?Bo wyglądacie na świe..- nie dokończyłam.
-Wczoraj..- bo on mi przerwał. Dlatego , gdy ją widział to ...  Czuł ból..smutek, żal.. Niestety... Takie są uroki tej zasranej miłości.. Albo cierpisz albo masz szczęście.!
-Współczuję... Jak długo się znacie.?
-Od przedszkola...
- To dość długo.
-A ty z Jackiem.?
-My... Chodzimy ze sobą ponad tydzień a znamy się prawie dwa lata..- odpowiedziałam licząc w pamięci .
-No to też długo..
-Wiem..Ale widzisz jakie są akcje... On był dotychczas uważany za babiarza , który zmienia dziewczyny co tydzień... Teraz niby się zmienił.. -uśmiechnęłam się i zobaczyłam mój dom.
-Jesteśmy..- powiedziałam otwierając kluczem furtkę.Weszliśmy i skierowaliśmy się do domu.
-Ej musimy się przebrać! Nie będziemy mokrzy chodzić!- zaśmiałam się on odwzajemnił mój gest.
Ruszyłam na górę i weszłam do pokoju mojego brata. Znalazłam jakąś dużą bluzę i spodnie brata. Pożyczyłam to Chrisowi a sama ruszyłam do siebie, aby coś wybrać..
Po długim namyśle wybrałam to i poszłam wziąć gorący prysznic. Ogrzana i ubrana zeszłam na dół i przyrządziłam obiad. Zjedliśmy swoje porcje i osobno przygotowałam obiad dla brata. Postanowiłam do niego zajrzeć. Przy wyjściu Chris złapał mnie za rękę i ...
______________________________________
Macie, żeby nie było, że nie dodałam. Krótki wiem , ale Pisałam o Leo! :D<3 Hue heu hue

Rozdział 45.

-Ja się zabiję...-mówiłam przez łzy..
-Lekarz Cię badał .! Nie jesteś w ciąży! Może po prostu się zatrułaś...- powiedział smutny.
-A co było w naszej kolacji.?-zapytałam niepewnie.
-Hm...Krewetki, małże, macki ośmiornicy..- wymieniał
-AHA! Ja mam uczulenie na krewetki! Nie mogę ich jeść, bo kończą się o tak właśnie.!- skierowałam ręką w stronę toalety.
-Boże Kim przepraszam! - mówił zaniepokojony przytulając mnie. Ja wstałam i podeszłam do mojej apteczki, wyjęłam z niej tabletki i połknęłam je. Wyszliśmy z łazienki i skierowałam się do łóżka. Położyłam się a Jack zrobił to samo. Był w samych bokserka , co przyprawiało mnie o ciepłe dreszcze. Miał tak wyrzeźbioną klatę, że każda laska chciała go chociaż raz poobmacywać po tym jego ciele.! Gładka klata i do tego ten...kaloryfer... Cud miód malina ! <3
-Kocham Cię.- powiedział całując mnie w głowę.
-Ja ciebie też.- uśmiechnęłam się i jeździłam paznokciami po jego brzuchu.. Widziałam jak robi mu się gęsia skórka. Lubi to.:D HAha .
-Kiiim! To smera! - zaśmiał się.
-Czyżby Jack Anderson miał łaskotki.?- podniosłam się i zaczęłam go gilgotać a on rzucał się jak szalony po łóżku . Śmiał się w niebo głosy. Nagle złapał mnie za nadgarstki i teraz role były odwrotne.. Wtedy ja leżałam mu na dolnym pasie brzucha a teraz on na mnie i jeszcze mnie gilgocze.!
-JACK PROSZĘ CIE! JA MAM STRASZNE ŁASKOTKI!! NIE PROSZĘ!AAAHAHAHAHAHA! JACK! NIEEE!- krzyczałam a on uśmiechał się lekko do mnie . Podniosłam się i pocałowałąm go szybko i namiętnie w usta. On odpuścił mi smeranie i zaczął mnie kusząco całować.. Oddawałam każdy jego pocałunek.. Pragnęliśmy siebie na wzajem.. No na pewno on mnie tak, bo coś,  lub raczej ktoś zaczął mi się wbijać w brzuch.
-Kotuś...Stanął Ci..- mówiłam przez pocałunki..
-Moja wina, że go tak podniecasz.?- zapytał śmiejąc się..
-No poniekąd tak.-uśmiechnęłam sie i złapałam go tam.On patrzył na to co robię..Skoro nie będzie seksu, to może coś innego.?
-Kim.. Co ty robisz.?-zapytał patrząc się na mnie uwodzicielsko.
-Coś fajnego.- powiedziałam i jeszcze raz go pocałowałam. Chciałam jakoś zaspokoić jego potrzeby... To jest przecież normalne , że chłopak chce współżyć ze swoją dziewczyną nie.?
-Kim nie musisz.... Nie będę Cię zmuszać!- powiedział od razu... Ja uśmiechnęłam się ciepło do chłopaka i... Zrobiłam mu loda...Po jakiś 1,5 godzinie igraszek położyliśmy się i zasnęliśmy.

Zaspana przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek, który leżał na mojej szafce nocnej. Była 4.00 . Przekręciłam się w drugą stronę i popatrzyłam no słodko śpiącego chłopaka. Był taki ładny, słodki, uroczy, romantyczny i jak chciał to był też bardzo inteligentny. Oczy miał zamknięte i obejmował mnie w pasie jedną ręką. Cmoknęłam go lekko w policzek a on uśmiechnął się pod nosem. Wiedziałam! Nie spał cały czas! Co za spryciarz no!!
-Jaaack...- przeciągnęłam się i rzuciłam w niego poduszką. Od razu otworzył swoje piękno paczadła i skierował je na mnie.
-Witam moją księżniczkę.. Dobrze się spało.?-zapytał całując mnie namiętnie w usta.
-Hm... Wyśmienicie.! A Tobie.?
- Jeszcze lepiej. Dziękuję za tę noc.- powiedział znów zamykając oczy i przytulając się do mnie.
-Ja też dziękuję.- cmoknęłam go w czoło i odwróciłam się do niego tyłem. Wierciłam się próbując zasnąć, ale nie mogłam.Wstałam więc z łóżka i popatrzyłam na śpiącego chłopaka. Tak myślałam! Podeszłam do szafy i przyszykowałam sobie ciuchy. Potem ruszyłam do łazienki i nalałam pełną wannę wody dodając sól do kąpieli i różne olejki zapachowe. Wytworzyła się ogromna piana. Weszłam do wody i zanurzyłam się w niej po samą szyję. Włączyłam hydromasaż , aby z wanny zrobić jacuzzi . Teraz mogłam zapomnieć o wszelkich utrapieniach i oddać się w otchłań rozkoszy . Po jakiejś godzinie pluskania się w wodzie wyszłam i zorientowałam się, że zapomniałam ubrań . Wyszłam z łazienki po cichu i spojrzałam na łóżko. Było puste.. Pewnie Jack poszedł wziąć prysznic do mojego brata. Podeszłam do kanapy i wzięłam z niej ciuchy. Nagle poczułam czyjś oddech na mojej szyi.
-Kotuś tak masz zamiar iść do szkoły.? - odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam Jacka.
-Niee! Przyszłam po ciuchy głupcze! - zaśmiałam się. Pocałował mnie lekko w usta i pozwolił mi się iść ubrać... Spojrzałam jeszcze na pogodę za oknem i zobaczyłam ciemne chmury oraz kołyszące się drzewa. Zapewne jest zimno więc zmieniłam swój strój . Poszłam do łazienki i założyłam to . Poczesałam się tak jak pokazano na zdjęciu, umyłam zęby i musnęłam swoje usta kremowym błyszczykiem. Gotowa wyszłam z łazienki.
-JEEEJU! Kim! Co dziś jest.?-zapytał otwierając szeroko buzię.
-Dziś jest 18 maja, za tydzień, czyli 25 maja jest bal. A co.?-spojrzałam na niego pytająco.
-Ale czy dziś jest jakieś święto , bo odwaliłaś się jak nie wiem co..- powiedział drapiąc się po karku.
-Nie ma żadnej okazji. Nie mogę ładnie wyglądać.?-zapytałam patrząc na chłopaka.
-Raczej powinnaś, ale Ty zaawsze wyglądasz bosko.- objął mnie w pasie i pocałował mnie w usta.
-Czy ..Ty...Masz ...Błyszczyk...Na ...Ustach..?-mówił przez pocałunki.
-Tak.- uśmiechnęłam się lekko . Gdy odkleiliśmy się od siebie spojrzałam na ubiór Jacka. Był w fioletowej koszulce czarnej skórzanej kurtce i czarnych rurkach a do tego fioletowe skejty. On jak na chłopaka ubiera się niesamowicie! Ma genialny styl!
-Idziemy już.?-zapytał łapiąc mnie w pasie.
-Juz.? Która jest.?
-No 7;30 .
-JUŻ.?!
-Hahaha tak!
-No to idziemy! -rzuciłam łapiąc Jacka za rękę. Wyszliśmy zamykając drzwi na klucz i ruszając na przystanek. Stanęliśmy wewnątrz a ja zapomniałam z domu wziąć kurtki , przez co trząsłam się z zimna.
-Kim.. Zimno Ci.?-spojrzał na mnie chłopak.
-NIE!! - rzuciłam od razu. On patrzył bacznie na moje ciało i zobaczył jak po nim przebiegają dreszcze. Zdjął swoją kurtkę i przyodział mi ją na barki.
-Nie pozwolę, żebyś zachorowała!- powiedział całując mnie w bok głowy i mocno przytulając.
-Ojj a ty jak zachorujesz to będzie moja wina.!- trącnęłam go lekko a on tylko uśmiechnął się. Po 5 minutach podjechał do nas autobus i biegiem weszliśmy do niego. Jak zwykle nie było nikogo. Wszyscy wsiadali później , bądź chodzili na nogach do szkoły. Usiedliśmy na tyłach i zaczęliśmy się obściskiwać. Autobus się znó zatrzymał a my uśmiechnęliśmy się do siebie i do autobusu wszedł Jerry, który również jak Jack był ubrany w czarną , skórzaną kurtkę, czarne rurki , fioletową koszulkę i fioletowe trampki.
-Hahahahha! - zaśmiałam się głośno a oni posłali mi pytające spojrzenie.
-Wyglądacie....Hahahha...Identycznie..HAhahahhaha!-śmiałam się w niebo głosy.Jack, aby mnie zamknąć pocałował mnie a ja się uspokoiłam. Potem wszedł Milton wraz z Julią i Eddim. A na końcu wbiegła zdyszana Grace.
-ZDĄŻYŁAM! -rzuciła wchodząc. Przebiegła kawałek, aby móc usiąść razem z Jerrym i pocałowała go na powitanie , to samo zrobiła ze mną a do chłopaków wyciągnęła rękę.
-Kim! Świetnie wyglądasz.!- krzyknęła patrząc się na mnie. Spaliłam buraka i palnęłam krótkie ; dzięki . i zamilczałam. Milton z Julią rozmawiali o jakiś chemicznych równaniach, które dla nich są normalnie ale dla mnie to czarna magia!!! Jerry i Grace rozmawiali o balu .. Jaki kolor krawatu ma sobie kupić Jerry! Błahahahaha .! Eddi znów czegoś się uczył a ja i Jack siedzieliśmy bez słowa.. Nie musieliśmy nic mówić.. Czytaliśmy sobie w myślach i to nam wystarczy! Autobus się zatrzymał i wszyscy rzucili się do wyjścia . Spokojnie podeszłam do szafki i wyjęłam z niej książki na pierwszą lekcję, a była to matematyka. Ruszyłam przed klasę i usiadłam na ławeczce czekając na dzwonek . Co chwilę jakaś dziewczyna mówiła mi cześć a ja pomimo tego, że ich nie znam odpowiadałam. To jest już nudne!!! Myślą, że jak powiedzą do mnie cześć to są fajne.? No to grubo! Bo tak nie jest! Wreszcie rozbrzmiał dzwonek! Pierwszy raz się cieszyłam z tego, że jednak zadzwonił.! Weszłam prędko do klasy i zajęłam swoje miejsce. Po 5 minutach weszła nasza nauczycielka , przywitała się i oznajmiła.
-Mamy 2 nowych uczniów. Wiem co myślicie... Kto normalny przenosi się do innej szkoły skoro jest koniec roku.Ale nie warto roztrząsać tego tematu! A oto oni! - do klasy weszła jakaś para ( dziewczyna i chłopak a nie w sensie , że para )
-To jest Claudia i Chris.- pokazała na nich a oni drętwo uśmiechnęli się.
-Grace ogarniasz to.?-rzuciłam do mojej przyjaciółki.
-Nie, ale ten cały Chris to nawet jest... Ładny..- powiedziała po chwili. Zrobiłam na nią wielkie oczy .
-Grace ty masz chłopaka! -wydarłam się na całą klasę a nauczycielka rzuciła mi groźne spojrzenie.
- Panno Crauford chce się pani ze mną spotkać po lekcjach.?-zapytała.
-No chyba nie! Sorki, ale przeszkadza nam pani w rozmowie . ! Będę wdzięczna , jak się pani zamknie! - rzuciłąm a klasa wybuchła śmiechem. Nawet ci nowi się roześmiali i poszeptali między sobą coś.
-A oni to rodzina jakaś.?-spytałam jeszcze.
-Nie. Są przyjaciółmi.. Chyba.- powiedziała niepewnie a oni zajęli wolną ławkę. Chłopak od razu uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha i poczułam się jakoś dziwnie.. Nie powiem ...Ładny był. Brązowe włosy,  niebieskie oczy... Szczupły wysoki , nie długie ani nie krótkie włosy.. Mniej więcej takie jak ma Jack. Gdy się rozpakowali od razu dostałam od niego karteczkę...
''Hej ..;)) Jestem Christian , ale mów mi Chris.. A Ty jak masz na imię.? Mam nadzieję, że Bella. :D '' Spojrzałam na niego pytająco.
''Czemu akurat Bella.? I tak w ogóle to siema.''
''Bella to znaczy piękna.. :))'' lekko się speszyłam. Uśmiechnęłam się skromnie do niego i odpisałam szybko na karteczkę.
''Jestem Kim. ;) '' odpisałam i rzuciłam zgniecioną kartką w niego. Dostał centralnie w głowę.
-Kimberly Crauford zostajesz w kozie!- krzyknęła wkurzona wykładowczyni.
-JESTEM KIM DO CHOLERY JASNEJ! NIE KIMBERLY!!!!!- wydarłam się i spakowałam książki wychodząc z klasy trzaskając drzwiami. Nienawidzę jak ktoś mówi do mnie pełnym imieniem.. Zresztą zauważyliście zapewne to. Udałam się do szafki wymienić książki na książki do geografii i skierowałam się już pod tą salę. Zadzwonił dzwonek a ja siedziałam przed salą czekając na Grace bądź jednego z moich przyjaciół. Rozglądałam się bacznie i zobaczyłam rozgadaną Grace w towarzystwie tej nowej blondynki Claudii.
-Kim musisz ją poznać! - krzyknęła podchodząc do mnie.  
-Poznałam. Ma na imię Claudia...- powiedziałam znudzona.
-Ale tak dokładniej ! - uśmiechnęła się , a ja wstałam na równe nogi.
- Hej Kim jestem. - uśmiechnęłam się do niej ciepło i poczułam kogoś ręce na moim brzuchu. Ten ktoś uniósł mnie do góry a ja krzyczałam śmiejąc się. Gdy wylądowałam na ziemi obróciłam się i zobaczyłam Jacka.
-Hej kotuś! -zawołał całując  mnie namiętnie w usta.
-Cześć skarbie. - uśmiechnęłam się a on zobaczył przez ramię nową koleżankę.
-A któż to .?-zaczął się uśmiechać uwodzicielsko do niej.Ominął mnie i spojrzał na całą figurę dziewczyny. Była prawie taka sama jak ja tylko inny kolor oczu.
-JACK!-walnęłam go w ramię a on zaśmiał się.
-No Kim ja żartuję przecież . ! Ciebie kocham najbardziej na świecie!!!- wrzasnął przytulając mnie bardzo mocno.
-Yhmy.!- nie odwzajemniłam jego gestu i strzeliłam na niego focha.
-No Kimuś! Koteek ! - pochlebiał mi mój ''książę ''
-No przecież wiesz, że ja sie na ciebie długo nie mogę gniewać!- wrzasnęłam i pocałowałam go.
_______________________________________________
Ta da!!!!!!!!!!! Dłuuuuuugi rozdział. Heheh, myślę że się spodoba :)

A oto jeszcze zdjęcie KIM i jej przyjaciółki:


czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 44.

-Kim jedziemy do ginekologa!- powiedział biorąc mnie na ręce. Wiedziałam, że chce się jak najszybciej pozbyć plemników , które się tam dostały... Nie dziwię mu się.. SAMA tego chciałam!Nie stawiałam oporu, ale wyślizgnęłam się z objęć Jacka i podeszłam do trupa..
-FRAJERZE! TY GNOJU! SKURWIELU JEBANY!-jak nigdy nie wyzywałam to teraz zaczęłam go jechać równo z asfaltem.. Byłam wściekła a za razem upokorzona. Jeszcze nigdy nikt mnie tak nie skrzywdził..
-Kim spokojnie.!- próbował mnie złapać za ramiona, ale za każdym razem wyrywałam mu się.-KIM! On już i tak nie żyje! - złapał mnie już tym razem mocniej. Skierowaliśmy się do mnie po drodzę biorąc zakupy i wsiadając do auta.
-Powiemy mu prawdę.?- spojrzałam na Jacka, który odpalał moją furę.
-No chyba musimy...- wymamrotał i ostrożnie wyjechał z garażu.
                                          20 min. później....
-Niestety Kim.. -zaczął nerwowo doktor.- Musimy podać leki przeciw gwałtowe oraz leki na usunięcie plemników..- powiedział oschle doktor.. To oznaczało jedno.
-Czyli mam 99% , że mogę być w ciąży.?-zaczęłam płakać a Jack mocno mnie przytulił . Również poczułam jego krople na sobie.
-Tak, ale jeżeli damy odpowiednią dawkę leków to spokojnie będzie tak jak dawniej.- zapewnił mnie lekarz..
- To podajcie jej wszystko co trzeba! Nie patrzcie na cenę wszystko zapłacę, żeby tylko ona nie była w ciąży z tym pedałem!!!- wrzasnął Jack.
-Spokojnie! Ogólnie leki kosztują ponad 2 000 000. Jesteś w stanie zapłacić taką sumę chłopcze.?-zapytał poważnie starszy pan.
-Jasne.! Moja mama dostaje tyle za jedno zdjęcie!- parsknął śmiechem.
-Dobrze... Zapłacisz po zabiegu.
-JAKI ZABIEG.?!-spanikowałam. Nienawidzę operacji!!!
-Musimy wprowadzić do twoich miejsc intymnych parę leków przez pochwę oraz przez zastrzyki.. Spokojnie kobiety mówią, że to nie boli!- zapewnił mnie . Posłusznie ruszyłam na salę zabiegową.
                                              45 min. później.
-I już jest po sprawie.!! Nie ma pani w sobie żadnych plemników! Czyli... Nie zajdzie pani w ciążę! - uświadomił mnie lekarz a ja ucieszyłam się , wstałam i objęłam go.
-No to teraz 2.000.000.!- nakazał bez entuzjazmu.
- Wypisać czek czy gotówkę.?-powiedział spokojnie Jack.
-A czek mi wypisz.
- Proszę bardzo. Do widzenia i dziękujemy! - zawołał przy wyjściu.
-Jack nie musiałeś... To kupa kasy! - powiedziałam po chwili , gdy już przekroczyliśmy próg szpitala.
-Kim, ja Cię kocham i nie mam zamiaru, żebyś nosiła w sobie dziecko jakiegoś idioty, który cię przeleciał, bo atrakcyjnie wyglądasz! Zajebany kutas no!- powiedział kopiąc z całej siły pobliski kosz.
-Jack.! Spokojnie już po wszystkim! - uspokoiłam go i przytuliłam mocno do siebie. 
-Okej... Zapomnijmy o tej dzisiejszej sytuacji ok.?-zapytał muskając mój policzek.. Jemu to łatwo przychodzi , bo to nie on musiał to wszystko przechodzić.. Nie jego ktoś tak poniżył, że przestał się dowartościowywać.! Ja już nie czuję się kobietą.! Czuję się jak szmata, prostytutka i inne takie! Ja już jestem przeżutą i wyplutą wersją kobiety... 
-Łatwo mówić..-parsknęłam po chwili ciszy.On otworzył mi drzwi i zamknął kiedy usiadłam a potem on zrobił to samo..
-Kocham Cię.- powiedział.
-Oj przestań, bo zaraz rzygnę tęczą!!! - zaśmiałam się.
-Okej! -strzelił focha i odpalił silnik.. Powoli ruszyliśmy...
                                           10 min później.
Spokojnie siedzieliśmy w domu..On w kuchni przyrządzał jak gdyby nigdy nic kolację a ja oglądała  dalej Avatara.
-Kim chodź .. Gotowe.!-zawołał a ja ruszyłam do jadalni.. Weszłam i doznałam szoku!
-JEJU! JAK TU ŚLICZNIE!- wymamrotałam.Pokój był oświetlony jedynie świecami. Stół był nakryty białym obrusem , na środku stał wazon z czerwonymi kwiatami i pojedynczo porozrzucane były płatki róż. Wszystko było przygotowane od A do Z! Było cudownie! Zobaczymy jak poradził sobie z kuchnią!
Zasiadłam przy stole ,on oczywiście jak na dżentelmena przystało odsunął mi krzesło i zaraz wsunął go z powrotem, gdy na nim zasiadłam.
-Smacznego..- powiedziałam zanim wzięłam kęs jakiegoś niespotykanego dania do ust. On odpowiedział mi tym samym i zaczęliśmy jeść.. W tle leciała jakaś wolna muzyka , tzw. R&B ( romantyczna muzyka) .. Spożywaliśmy posiłek nie mówiąc nic. Dopiero , gdy zjedliśmy wszystko włącznie z deserem Jack wstał i podszedł do mnie.
-Czy mógłbym prosić moją księżniczkę do tańca.?- uśmiechnął się uwodzicielsko i wyciągnął w moją stronę dłoń.
-No jasne.- nadgryzłam dolną wargę łapiąc jego rękę i wstając. Zaczęliśmy lekko wirować w rytmach piosenki i co jakiś czas mówiliśmy coś do siebie.
- Kim.Nie mówimy reszcie co się stało.?-zapytał.
-Nikomu ani słowa! - warknęłam a on już słowem się nie odezwał. Przetańczyliśmy jakieś dobre parę utworów i postanowiłam już iść sprzątać. Wzięłam wszystkie talerze a Jack resztę. Wsadziłam to do zmywarki i spojrzałam ukradkiem na miskę psów. PUSTA.?! To ile oni jedzą.?! Dopiero co je karmiłam. Znów wyjęłam karmę i nałożyłam im, oni zaś zjawili się gdy tylko usłyszeli dźwięk obijających się o blaszaną miskę chrupki. Zaczęli mucić to co im wsypałam i zostawiłam już ich. Wszystko było tak jak trzeba, posprzątane i ogarnięte. Ruszyliśmy do mojego pokoju zamykając na wszystkie spusty drzwi frontowe i tylne.
-Idę wziąć prysznic.- oznajmiła i wyjęłam z szafy moją kolorową piżamkę. Poszłam wziąć prysznic i gotowa wyszłam do Jacka. On też był już gotowy do spania, pewnie wziął prysznic u mojego brata.
-Ślicznie wyglądasz, zresztą jak zwykle.- uśmiechną się.
-Yhmyy... Jestem brzyydka!-wymamrotałam padając twarzą na łóżko. On klepnął mnie w tyłek, co w ogóle mnie nie ruszyło i zaczął mówić.
-Nie jesteś brzydka! Jesteś najładniejsza na świecie!!!- uśmiechnął się do mnie ciepło. Właśnie tego brakowało mi, żebym wiedziała, że dla niego nie ma znaczenia, czy jestem MISS czy jestem szkaradna .. Dla niego będę najładniejsza! Wiem ... Egoista , ale co taam! Pocałowałam go lekko , a on przyciągnął mnie do siebie i zaczął oddawać każdy pocałunek z coraz większym pożądaniem.. Jak każdy zapewne się domyślił, chciał seksu.. Włożył jedną rękę pod moją bluzkę a drugą trzymał na moich pośladkach..
-Jack..Nie...Ja ...Nie...Mogę..-mówiłam przez pocałunki.
-Ale..O...Co...Ci...Chodzi.?
-Ja... Nie chcę...Seksu...Nie dziś...Nie ...po czymś ...tak upokarzającym..- mówiłam już mniej oddając pocałunki.
-Dobrze.. Rozumiem..-posmutniał. Mocno go przytuliłam i leżeliśmy tak na łóżku. Włączyliśmy telewizor i zaczęliśmy oglądać; NEXT na MTV .. Nagle zebrało mnie na wymioty. Szybko wstałam i pobiegłam do łazienki. Jack zrobił to samo. Nachyliłam się nad toaletą i wyfrunęło ze mnie wszystko to, co znajdowało się w moim żołądku. Jack podbiegł szybko i złapał mnie za włosy.
-Błagam tylko nie to! Przecież lekarz mówi...!- strasznie się bałam, zaczęłam trząść się z zimna. Jack to zauważył.
-Kim będzie wszystko dobrze.! Zaufaj mi!- mówił opiekuńczo. Gdy skończyły się torsje usiadłam i oparłam głowę o ścianę.
- Jeżeli to nie pomogło ...- mówiłam słaba a po policzkach spływały łzy..- To...
_______________________________________________
No i jest....... TA DAAAAAAAA! Hue hue hue :D ;**** I co podoba się.?:D Jeszcze napiszę jeden <chybaa>

Rozdział 43.

On wstał i podał mi swoją dłoń. Złapałam ją i również stanęłam. Nie uroniłam jeszcze łzy, ale blisko było do tego, że spłynęły by po policzku...
-Kim.. Nie oświadczę się jeszcze... Mamy kupę czasu i jesteśmy , moim zdaniem, na to za młodzi.. Jak ja będę mieć 18 a ty 17. Wtedy już bym to zrobił, ale jak będziemy przez rok czasu to wtedy to zrobię.- oświadczył mi Jack. Wtuliłam się w niego a on we mnie.
-Kocham Cię... - powiedziałam.
-Ja Ciebie też.- odparł i usiedliśmy z powrotem na kanapie. Siedzieliśmy i ciągle rozmawialiśmy... Zerknęłam na zegarek. Była 21;00 więc spokojnie mogliśmy dalej siedzieć i oglądać. Włączyłam teraz Avatara . Przytuliłam się do Jacka i skupiłam swoją uwagę na telewizorze.
-Kim..-przerwał ważny moment.
-No..?
-Chciałabyś mieć dzieci.?- zaczęłam się śmiać .. Mam 16 lat a ten mi wyjeżdża z dziećmi.
-Jack, sami nimi jesteśmy jeszcze! - uświadomiłam go.
- No tak, ale jak będziesz starsza ,nie.?
-No to oczywiście, że będę chciała.! Która kobieta nie chce.?- zaśmiałam się znów.
- Znam takie.. Ale nie ważne.- uśmiechnął się i wstał.
-Gdzie idziesz.?-zapytałam.
-Zrobię zakupy i przyrządzę Ci kolację. Kocham Cię..!- rzucił i usłyszałam trzask drzwi. No fajnie zostałam samiusieńka w domu! Wyłączyłam tv i w pomieszczeniu panował mrok. Bałam się ciemności, ale postanowiłam przezwyciężyć ten lęk.. Patrzyłam się na okno, przez które wpadał blask księżyca... Na podłogę salonu padały cienie drzew, które były za oknem.. Usłyszałam nagle hałas i zlękłam się. Zobaczyłam jak moje kochane szczeniaczki do mnie biegną.
-Jaack! Kim!! Tofik! - wywołałam ich po kolei głaskając każdego. ZAPOMNIAŁAM ICH NAKARMIĆ!- uświadomiłam sobie i ruszyłam szybkim krokiem do kuchni. Weszłam do kolejnego pomieszczenia i do następnego, aż trafiłam do celu. Wyjęłam z szafki karmę i wsypałam każdemu . Usiadłam przy blacie oglądając jak pałaszują swoją porcję. Następnie nalałam im wody i dałam im smakołyki, tak zwane desery dla psów. Znów usiadłam tylko , że teraz na krześle i patrzyłam przez okno... Było ciemno a lampy oświetlały ulice... Po chodnikach kłębiło się od podejrzanych typów...  Nigdy tu jeszcze tak nie było. Nagle zobaczyłam jak jeden próbuje okraść staruszkę więc szybko wybiegłam z domu i ruszyłam w ich kierunku.
-Masz oddać tej pani torebkę ale już!!!-nakazałam stojąc zaraz za napastnikiem.
-Oo młoda, zgrabniutka, cycata, blondynka..-wymieniał.- Lubię takie.- uśmiechną się .. Spojrzałam w niebieskie oczy złodzieja i aż zaniemówiłam.. Były pełne bólu, a za razem wrogości i chamstwa.
-Wal się!! - warknęłam wyrywając z jego dłoń torebkę, on zaś nie stawiał oporu. Ja ominęłam go i oddałam ją jej właścicielce.
-Ma pani szczęście, że wypatrywałam kolegi. Na następny raz niech pani sama nie wychodzi o tak późnej porze.!- pouczyłam staruszkę a ona odeszła.
-Dlaczego oddałeś mi ją od tak.?- skierowałam pytanie w stronę nieznajomego.
- Ach no mam inną zdobycz.- uśmiechnął się zalotnie i przyciągną mnie do siebie. Ja próbowałam się wyrwać , ale niestety był za silny... Zaczął muskać moją szyję a ja krzyczałam jak opętana. On zatkał mi buzię ręką i wsadził drugą pod bluzkę.. Po policzkach spływały mi łzy.. Już wiem, co on chce mi zrobić... Błagam tylko nie to! Niech mnie zabije.. Byle nie gwałt..
-Ojj nie denerwuj się kochanie... Będzie zajebiście!- mówił i zaciągnął mnie do rowu. Próbowałam się wyrwać i krzyczałam do jego dłoni, lecz nic nie wskórałam. Po chwili zamknęłam oczy , dalej piszcząc i czekałam, aż ten koszmar się skończy.. Pozbawił mnie dolnej garderoby i usłyszałam dźwięk rozsuwanego rozporka. Szlochałam i błagałam , żeby to się już skończyło, ale to dopiero początek.
- Ooo tak!!!- powiedział wchodząc we mnie.. Nie mogłam w to uwierzyć. ! Nigdy nikt mnie tak nie upokorzył jak ten koleś.! Nigdy nie czułam się tak bezsilna jak teraz! Jakiś obcy chłopak, którego widzę pierwszy raz na oczy właśnie mnie zgwałcił... Bałam się tylko o jedno... Że zajdę w ciążę! Nagle przez mgłę zobaczyłam chłopaka, który podbiega do nas i okłada gwałciciela.
-Kim! Boże!- mówił  mając w oczach łzy.- Już wszystko dobrze!- przytulił mnie do siebie.
-Ja..Próbowałam...Się ... Wydostać...Ale ...On ..Był....Był ...za silny..... -szlochałam.
-Kim.. On już srogo za to zapłacił! - mówił przez zęby.. Wiem kto to był.. Nikt inny tylko Jack.
-Nie żyję.?-spojrzałam przez zaszklone oczy na leżącego chłopaka z członkiem na wierzchu.
-Tak,nie żyję.!- oznajmił i spojrzeliśmy jednocześnie na trupa...
________________________________
Znów krótki przeeepraszam. Ale dzisiaj bd dwa rozdziały :)
Pozdrawiam :D

Rozdział 42.

-Będzie bolało.?-zapytałam z grymasem na twarzy.
-Czy przez ściąganie gipsu mam rozumieć ból.?-uśmiechnęła się ciepło a ja odwzajemniłam jej gest! HURA! Ściągają mi to badziewie z nogi! No nareszcie!!!
-Nie .! Dziękuję! -zawołałam a ona zajęła się usuwaniem usztywniacza na mojej nodze. Po jakiś 15 minutach było po sprawie i wyszłam na korytarz.
-O ! Kimi! Nie masz gipsu! - pocałował mnie Jack.
-Taak. Ściągnęła mi właśnie teraz ta pani. - uradowana uścisnęłam go. Zauważyłam, że Alexa jeszcze nie było.
-Gdzie on jest.?
-U lekarza jeszcze. Weszły tam niedawno 2 pielęgniarki.- oświadczył mój chłopak.
-Aha... To chyba coś z nim nie tak..- posmutniałam a on pocieszając mnie przytulił mocno do siebie.
-Nie martw się.! Silnym chłopakom zawsze jest lepiej ! A twój brat zalicza się do nich!- wspierał .
Usiedliśmy na krzesełkach i wreszcie wyszedł z sali Alex.
-Mój kochany braciszku.! Co Ci jest.?-zapytała od razu tuląc malca do siebie.
- Zostaję to na 5 dni! - powiedział i miał łzy w oczach.
-JAK TO.?!- wrzasnęłam na cały korytarz.
- Lekarz powiedział, że mój żołądek jest strasznie zatruty... - wymamrotał młodzieniec.
- Och biedaczkuu...Mam już ciuchy dla Ciebie.- oznajmiłam i podniosłam z ziemi torbę. Podałam ją braciszkowi poszliśmy do wyznaczonej sali. Posiedzieliśmy z nim jakieś 2 godziny i wróciliśmy do mojego domu.
-Jack jest już późno a jutro szkoła... - wymamrotałam padnięta.-Nie to, że Cię wyganiam ..- dodałam jeszcze a chłopak złapał mnie od tyłu i zaczął delikatnie muskać moją szyję.
-Jack proszę..- nie miałam sił nawet aby się z nim sprzeczać, bądź wyrywać się z jego uścisku. Przejechał swoimi dłońmi po moim brzuchu w dół.
-Mam ochotę na psotę..- zachichotał mi do ucha. Odwróciłam się na pięcie do niego i mocno wpiłam mu się w usta. Jego język dotykał moich warg abym je otworzyła, ale ja zgrywałam niedostępną.
-Kimi...No...Proszę..-mówił przez pocałunki.
-Poproś.!- zaśmiałam mu się w twarz , ale zaraz zrobiłam to o co nalegał. No tak.. Byliśmy sami w domu i nie spodziewaliśmy się nikogo. Po długim i namiętnym pocałunku skierowaliśmy się do salonu.
-Jackuś zostajesz u mnie na noc.?-zapytałam uśmiechając się i podnosząc z ławy telefon domowy.
-Jeżeli nalegasz.-zaśmiał się uwodzicielsko.
-Ja nie nalegam.! Ja zaproponowałam! A to co innego!- zawołałam i wystawiłam język. Wbiłam numer telefonu do mojej mamy.
_______________Rozmowa telefoniczna________________-
M; Halo.?
K; Mamo! Alex jest w szpitalu!
M; Jak to.?!
K;Zatruł się czymś!
M; Oj biedaczek! Zaopiekujesz się nim.?
K; Mamo... Przecież ja mam szkołę.! Nie jestem jego mamą.! Jeżeli najdzie mnie ochota na zabawę w mamę to sama zrobię sobie dziecko!
M; Nawet o tym nie myśl! Nawet nie myśl o tym, żeby myśleć!
K; Spokojnie! Na razie do niczego mi się nie spieszy!
M; Mam nadzieję.! Ja spróbuję się wyrwać z jakiejś sesji zdjęciowej i przylecieć jak najszybciej okej.?
K; Okej .! Zadzwoń do niego, bo on strasznie tęskni za tobą.! Może Ci tego nie mówi, ale tak jest!
M; Dobrze córciu ! Zadzwonię do niego.
K; Dobra mamuś do usłyszenia!
M; Czekaj!
K; Co.?
M; Jest u Ciebie Jack.?
K;Tak a co.?
M; Proszę Cię zabezpieczajcie się!!
K; Mamo! Proszę Cię! Nie jesteśmy dziećmi!!!
M;Kocham Cię Słońce!
K;Ja Ciebie też!
M;Pa!
K;Pa!
______________Koniec rozmowy telefonicznej______________
-Skoczymy do mnie po ciuchy okej.?-zapytał Jack przytulając się do mnie.
-Okej.- uśmiechnęłam się i wyszliśmy na dwór zamykając drzwi frontowe. Była godz. 18;30 a było już strasznie ciemno, pomimo tego, że jest już prawie lato! Nie słychać było ptaków ani żadnych zwierząt żyjących w trawie. Szliśmy razem , oplatając swoje dłonie. Panowała zupełna cisza, tylko do czasu do czasu przejechało jakieś auto. Myśleliśmy, że w spokoju dojdziemy już do domu Jacka, ale niestety... Ktoś stanął nam na drodze.
-Kim. Możemy pogadać.?-to był Broudi. Co on znów ode mnie chce.?
-No okej..- odeszliśmy kawałek od Jacka a on bacznie przyglądał się całej tej sytuacji z boku.
- Kim.. Nie rób po raz drugi tego błędu! Wiedz, że on i tak czym prędzej tym później Cię żuci! To jest nieuniknione!- powiedział łapiąc mnie za ramiona i patrząc mi głęboko w oczy. Zrzuciłam jego ręce z moich barków i spojrzałam na niego.
-Broudi ja wiem co robię. Cieszę się, że się tak o mnie martwisz, ale to nic nie da! Ja i tak z nim będę.! Jak się kogoś kocha to nawet zabicie kogoś się mu daruje! Jak komuś na sobie zależy to robi się wszystko, żeby ta osoba była szczęśliwa. Nawet jeżeli to szczęście nie będzie dzielić z tobą..- powiedziałam opanowana. W jego oczach widziałam smutek i ból... Nie miałam pojęcia co teraz zrobić.
-Dobrze...Skoro on jest Twoim szczęściem, to ja się będę cieszyć, że jesteś szczęśliwa.- teraz utwierdził mnie w przekonaniu , że mnie kocha.
-Kochany jesteś Broudi, ale znajdziesz lepszą dziewczynę ode mnie.- przytuliłam go przyjaźnie a on odwzajemnił go.
-Ty jesteś najlepsza.- powiedział tuląc mnie do siebie, ale ja już za długo się do niego przytulałam i pomyślałam sobie, że Jack może być zazdrosny... Całkowicie ta sama scena jak w Sadze zmierzch; Zaćmienie, nieprawdaż.? Bella CAŁUJE (a  ja tylko przytulam) Jacoba pierwszy i ostatni raz a Edward na to wszystko patrzy. Oby dwoje ją kochają,a ona kocha ich tylko, że jednego jak brata a drugiego jak swojego ''męża" . Cóż za zbieg okoliczności!
-Dobrze, nie przeszkadzam Wam!- rzucił i zniknął gdzieś za rogiem.
Bez słowa szliśmy do jego domu. Gdy przekroczyliśmy próg jego posiadłości on spakował wszystkie potrzebne rzeczy i ruszyliśmy do mnie...
                             15 minut później.......
Siedzieliśmy na kanapie w salonie oglądając Titanica . Wtulona do niego w końcowych momentach szlochałam, jak zawsze zresztą, gdy np. Jack umarł i zostawił Rose na statku.
-Kim..-powiedział , gdy ja już opanowałam się z lekka.
-Słucham.?
-No , bo wiesz... Jak ty sobie to wszystko wyobrażasz za niedługo.. Masz 16 lat a ja 17 ... -zaczął wylewać z siebie mnóstwo myśli,które kłębił w sobie oglądając film.
-Ale o co Ci chodzi Jack.? Mówisz o szkole.? O tym co po niej czy o nas.?
-O nas! Kim... Ja chyba jestem w stu procentach, że chcę z tobą spędzić całe moje życie..- wydusił wreszcie z siebie to najważniejsze... Ta myśl dusiła go już od paru dni, lecz za wszelką cenę nie chciał mi jej wyjawić. Do oczu napłynęły łzy.
-Jack.. Czy ty mi się oświadczasz..?- zapytałam niepewnie on wstał....
_____________________________________________
Kooniec :D Hahah Podoba się.?:>
Od dziś przy niektórych rozdziałach nie będę dodawać zdjęć, bo to zajmuje mi trochę czasu :D Za to będą teraz dłuższe rozdziały .:D Coś za coś  <3 :** :P Pozdrawiam Was

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 41.

-Broudi.. Wybacz , ale mnie z Tobą nigdy nic oprócz znajomości nie łączyło i nie łączy..-powiedziałam zamykając szafkę.
-I ty mu dajesz drugą szansę...?! Po tym jak Cię zdradził...?! Czy Ty wiesz co Ty robisz.?!-krzyczał na mnie.
-WIEM!I proszę Cię, nie mów mi co mam robić.! - krzyknęłam. Odeszłam od niego i ruszyłam na stołówkę. Teraz już sama nie wiem, czy mogę zaufać Jackowi, przecież on mnie zdradził...JAKA JA JESTEM TEMPA!!! Przecież on mnie zdradził a ja naiwna mu ufam...
-Hej kotek..!- usłyszałam wołanie Jacka.
-Jack musimy pogadać... Przemyślałam to i ..- zawiesiłam się na jego oczach a w nich widziałam ból, smutek, żal, gorycz...
-Kim proszę... Nie rób mi tego..- błagał ale ja już  nie miałam ochoty tego ciągnąć.
-Jack..Przyjaźń.?-zapytałam z nadzieją , że się zgodzi.
-PRZYJAŹŃ.?! Ja cię kocham a ty mi mówisz o przyjaźni.?!- po jego policzkach spłynęły łzy.
-Jakbyś mnie kochał to byś nie był z dwoma na raz!!!- krzyknęłam i cała szkoła skierowała wzrok na nas..
- Kim... - rozejrzał się na zbierający się tłum .- Zakończyłem tamten związek , bo zrozumiałem, że Ciebie kocham! Ja bez Ciebie umrę! -czy on właśnie płakał przy wszystkich.?! Czy mnie po prostu oczy mylą.?
-Jack..Ja...- jąkałam się. Inni zaczęli krzyczeć; ''Całuj go! Całuj go! "  inni zaś ''Gorzko! Gorzko'' on lekko uśmiechnął się a ja otarłam z jego policzka łzy.Odwzajemniłam gest , ale ominęłam go łukiem i poszłam dalej .. Odwrócił się w moją stronę i patrzył na mnie jak odchodzę..
-Kim proszę!!! Daj mi ostatnią szansę.!!! Błagam cię!!! - krzyczał za mną. Ja już mu ją dałam, ale niech nie myśli, że jestem taka łaskawa.. Jeżeli mu na mnie na prawdę zależy to zrobi coś, co zwali mnie z nóg. ! Usłyszałam ;
-Kurwa!- i trzask zamykających się drzwi frontowych szkoły. Obejrzałam się za siebie i nie widziałam już Jacka. Chyba nie słyszałam i nie widziałam go tak załamanego... Trudno! Niech się pofatyguje trochę!
-Kim! Ale akcja ! - zawołała Grace .
-O co Ci chodzi.?- powiedziałam zdołowana.
-No ty i Jack!!! Nieźle! Pierwszy raz go w takim stanie widziałam! - patrzyła na mnie z wielkimi oczami. Uśmiechnęłam się słabo i skierowałam się na lekcje. Do końca lekcji nie widziałam już Jacka.
                                      Po szkole                 
Siedziałam w swoim pokoju z moją ulubioną lekturą ... ''Romeo i Julia" Wiem, wiem... Powiecie pewnie, dlaczego ja czytam takie badziewie.? A więc wyjaśniam... To jedyna książka, która okazuje piękną historię miłosną.. On popełnił samobójstwo , bo ją kochał.. A gdy ona się wybudziła ze swojej udawanej śmierci zrobiła to samo... Serio kocham tą książkę.! Czytałam właśnie przed ostatnią scenę gdy usłyszałam  pukanie do okna . Tak, tak wujek wprawił już okno. Spojrzałam w jego stronę i nic nie zobaczyłam...Ciemność.
-Kto tam.? - podniosłam się z łóżka . Byłam w tym . Skierowałam się w stronę okna i wypatrywałam czyjejś sylwetki, ale widziałam tylko rysy jakby to mówiąc bukietu. Otworzyłam drzwi balkonowe i wtedy zobaczyłam Jacka.
-Co.?! Co ty tu robisz.?!- wrzasnęłam. On uśmiechnął się kusząco i wręczył mi ogromny bukiet róż. Zasłaniał całą jego twarz aż do nóg.
-Ile ich tu jest.?-zapytałam patrząc na nie.
- 100 . - uśmiechnął się. Byłam w szoku. WOW! Aż tyle róż dla mnie.?
-Dla Ciebie, bo Cię kocham! - przybliżył się do mnie i wyjął jeszcze bombonierkę. -Wybaczysz mi.?- dodał z nadzieją. Jak już mówiłam , wybaczyłam mu w szkole. Ale teraz mnie zaskoczył. Przytuliłam go mocno trzymając w dłoniach kwiaty a on swoje położył na dolnych częściach ''pleców'' .
-Kim uwierz mi ! Ja Cię strasznie kocham!- mówił mi a ja coraz mocniej go przytulałam.
-Ej ej ! Bo mnie udusisz.!- uśmiechnął się a do pokoju wszedł mój brat.
-Kim... Źle się czuję...- powiedział trzymając się za brzuch. Puściłam gwałtownie Jacka i podbiegłam do niego.
- Chyba będę wym..- nie zdążył powiedzieć, bo pobiegł szybko do toalety. Zaraz usłyszałam jego wymioty i popatrzyłam na Jacka..
-Zabieramy go do lekarza!- rzuciłam biorąc swoją torbę z adidasa czarną. On ruszył zaraz za mną a ja zajrzałam do łazienki.
- Lepiej.?
-Nieeeeee- mówił przez wymioty.
-Jedziemy do szpitala!- powiedziałam wychodząc z łazienki i biegiem ruszając do pokoju  brata. Weszłam do niego i spakowałam do jego torby sportowej czystą bieliznę i ciuchy. Gdy rzeczy były już gotowe wyszłam z pokoju Alexa i zobaczyłam Jacka siedzącego obok brata. Rozmawiali już spokojnie.
-Jedziemy chłopcy!- zawołałam i stanęłam w futrynie pomieszczenia.
- Dobrze Kim!- powiedzieli razem. Uśmiechnęłam się ciepło do mojego braciszka a Jacka złapałam za rękę. Wyszliśmy z domu i zatrzasnęłam drzwi . Skierowaliśmy się do garażu i wsiedliśmy do mojego auta. Prędko odpaliłam silnik pojazdu i ruszyliśmy. Po jakiś 10 minutach byliśmy pod szpitalem.
Weszliśmy szybko do niego i skierowaliśmy się do działu dziecięcego. Lekarz był już w swoim gabinecie więc od razu zawołał Alexa a mnie zawołała jakaś pielęgniarka .
-Słucham.?-spojrzałam pytająco .
-Można sprawdzić nogę.?-zapytała patrząc na moją nogę. Nie bolała mnie już w ogóle.
-Jasne.! Nie ma problemu! - uśmiechnęłam się a ona bacznie go obserwowała.
- Chodźmy do sali chirurgicznej! - powiedziała strasznie poważnie. Zamarłam...
_________________________________
Sorki, że tak późno ;cc Przepraszam Was bardzo! <3 ;((



Rozdział 40.

-JACOB.?! Co ty tu robisz do cholery!?- obniżyłam lekko głośność mojego głosu i spojrzałam się na niego.
-Chciałem pogadać.. Ale , że byłaś tak zajęta...- zaczął i spojrzał na koleżankę..
-LESBIJKĄ ZOSTAŁAŚ.?!-krzyknął przejęty.
-co.??!! Nieee.. To moja przyjaciółka. Może byś przychodził o przyzwoitych porach..? Ja już się wystraszyłam, że egzorcyzmy się kłaniają! Hahaha- zaśmiałam się i wstałam z łóżka. Koleżanka smacznie spała a ja siadłam na sofie. To samo zrobił mój późny gość.
-A więc słucham.?-zapytałam. Przypomniała mi się sytuacja w szkole. Jak oby dwoje rozmawiali ze sobą ... To jest spisek!
-No bo... Dawno nie rozmawialiśmy i chciałem Cię przeprosić za to, że złamałem Jackowi rękę.- posmutniał.
-Okej.. Nic nie szkodzi, ale panuj nad sobą okej.?-spojrzałam na chłopaka i lekko uśmiechnęłam się.
-No właśnie nie da się nad tym tak zapanować.. Dobrze, że  nie doszło do zami...-zaciął się.
-Do czego nie doszło.?
-I tak za wiele powiedziałem.
-Jacob mów!!!- krzyknęłam na niego. On podrapał się nerwowo po głowie i powiedział.
-Zdenerwuj mnie... Tylko potem uważaj na siebie.. Skoro jesteś ciekawa co się stanie.- przeraził mnie tym.
-No więc... Czym Cię tu zdenerwować.? Ach tak! Ty nie cierpisz jak mówię, że jak ja to kocham Jacka.! A wiesz co Ci powiem.? Uprawialiśmy seks!- wrzasnęłam i uśmiechnęłam się szyderczo.Moja strategia zaczęła działać. Jacob zaczął głośno oddychać.-Było niesamowicie...- mówiłam dalej zamykając oczy i mrucząc przypominając tamten moment. O tak Kim! Bardzo dobrze! Jeszcze chwila a się dowiem!- Tak go kocham, że mogłabym z nim współżyć cały dzień i całą noc!- zachichotałam a Jacob wstał i co się stało...?
-AAAAAAA!- zapiszczałam. Jacob zmienił się w wilkołaka!!!
Stał bacznie przyglądając się mi. Był ogromny. To ten sam,który gonił mnie i Jacka, przez co skaleczyłąm swoją nogę.
- To ty nas goniłeś wtedy..?-zapytałam a wilk pokiwał głową .
-Wybacz Jacob, ale musisz już iść... Jestem w szoku... Sorki. Cześć.- powiedziałam a on rozpędził się i wyleciał przez okno. Położyłam się spać, ale jakoś nie mogłam usnąć.
-Kim wszystko widziałam.- usłyszałam głos przyjaciółki.
- Zapomnijmy o tym Grace... Nie możemy tego nikomu powiedzieć!- wymamrotałam przejęta. Jednak po dłuższych męczarniach usnęłam.
Punkt 6.00 wstałam i poszłam wziąć zimny, orzeźwiający prysznic. Wyjęłam z szafy to . Ubrałam się w wyznaczone ciuchy i obudziłam koleżankę. Ona również zrobiła to co ja i wyszła z łazienki ubrana w to .
-Idziemy jeść.?-zapytałam a ona pokiwała, że się zgadza i ruszyłyśmy na dół.. Przyrządziłyśmy sobie kanapki z nutellą a potem je zjadłyśmy. Była 7;15 więc poszłyśmy do Grace, aby ona mogła wziąć swoją torbę i ruszyłyśmy znów pieszo do szkoły.
- Pokłóciłaś się z Jerrym.?-zapytałam idąc przez park.
-No trochę..- oznajmiła robiąc grymas na twarzy.
-O co.?
-O zachowanie Jacka... To jego kumpel ... Więc go bronił a ja jestem po twojej stronie ... Więc ..Tak to wyszło niestety..-powiedziała smutno. Zrobiło mi się głupio, przez to , że przez nasze problemy kłócimy ze sobą swoich przyjaciół .
-Grace.. Ja przepraszam.. Nie miałam pojęcia.! Macie się pogodzić i mnie to nie interesuje!!!- krzyknęłam na nią a ona speszona powiedziała;
-Ja pierwszego ruchu robić nie będę.!
-Oj nie bądź taka uparta.
-Nie jestem!
-Jesteś!
-Nie jestem!
-Jesteś! Nie kłóć się! Widzisz , właśnie w tej chwili jesteś uparta! I po co.?- zaśmiałam się lekko już nic nie mówiłyśmy. Weszłyśmy do szkoły jak już o dziwo inni uczniowie już byli. Broudi znalazł się momentalnie przy mnie.
-Kim tak mi przykro!-zawołał przytulając mnie. Taak.. Teraz tak się bawimy ..?
-Oj Broudi! Odpuściłbyś sobie to już może co.?
-Ale co.?
-Te całe pochody.?-uwolniłam się z jego objęć i zostawiłam za nami rozkojarzonego chłopaka. Podeszłam do szafki i spojrzałam na plan lekcji.. O nie.. Pierwsza matematyka...
-Hejka.-zawołała grupa. Od razu Jerry i Grace odłączyli się od nas.
-Heej..- powiedziałam zmarnowanym głosem.
-Stało się coś.?-zapytał Milton.
-Niee..Wszystko okej.. Jack możemy pogadać.?-skierowałam się do chłopaka, który rozglądał się po pomieszczeniu.
-Nie ma Aleksandra! Czyli go zatrzymali! - zawołał. Usiedliśmy na pobliskiej ławeczce i mieliśmy dobre 20 minut rozmowy.
-A więc co chcesz mi powiedzieć.?-zapytał z nadzieją, że jednak do niego wrócę...
-Jack, ja nadal cię kocham.. Ale nie potrafię ci zaufać... Przepraszam.- posmutniałam.On objął moją twarz w swoich rękach i skierował ją  w swoją stronę . Spojrzałam w jego cudowne, czekoladowe oczy i rozpłynęłam się w nich.
-Kim! Zrozum kurde ja Cię kocham!!!- krzyknął mi to prosto w twarz, lecz on oczarował mnie już swoimi oczami , w których widziałam iskrę, której nie widziałam nigdy dotąd.Pocałowałam go a on automatycznie odwzajemnił mój pocałunek... Pragnęliśmy siebie na wzajem, ale nagle podszedł do nas Joe.
-Cześć Wam.. Nie wiecie może co z Aleksandrem.?-spojrzał na nas pytając.
-Nie wiemy, ale chyba jest w pudle.. Nie przeszkadzaj! - machnął mu ręką i wpił się w moje usta... Było magicznie, cudownie i namiętnie. Chciałam, żeby tak było zawsze... Ale niestety zadzwonił dzwonek i każdy ruszył do swojej klasy.
''Jesteś z nim w końcu...? :****'' karteczka od Grace.
''Tak... Jak kocham, to i wybaczę... < 3 ;*** '' odpisałam jej i lekcja zleciała bardzo szybko.
-Kimii!-usłyszałam głos Broudiego za sobą.
-Czego.?- rzuciłam.
-No jak to co idziemy razem na lunch.?-zaproponował. Uśmiechnęłam się sztucznie do niego.
-Wybacz, ale jestem spowrotem z Jackiem... - rzuciłam i zamknęłam szafkę.
-CO.?! PO TYM CO ON CI ZROBIŁ.?!- wrzasnął i się zaczęło......
_____________________________________
Podoba się rozdział.? Sorki, że taki krótki, ale chciałam dłuższy... Trudno :D Dzisiaj dodam jeszcze dłuższy :)