-Co ty tu robisz.?! - wrzasnął przestraszony.
-Jestem Kim. Również mi miło... Przychodzę tu odkąd mam 6 lat.! A mam ju prawie 16.- chłopak nie wyłaniał się z cienia. Nagle zniknął gdzieś, tak jakby rozpłynął się w powietrzu...
-CO JEST.?! -powiedziałam sama do siebie.. No nic.. Postanowiłam nie myśleć o tej sytuacji, ale nie wychodziło mi to. Nie mogłam przestać myśleć o tym chłopaku, który był ... inny... Wyglądał na innego. Nie wierzę w wampiry, ale naoglądałam tyle tego, że muszę to powiedzieć... Wydaje mi się , że jest wampirem .. Dziwne , wiem, ale takie mam przeczucie.. Wrzucałam do stawu pojedyncze kamienie i rozglądałam się po ślicznym otoczeniu. Mogłam tu siedzieć godzinami! Było tu tak zielono .! Pełno zwierząt, mchy porastały drzewa , dzięcioł właśnie stukał o korę drzewa a sarenki hasały sobie po polanie , która była nieopodal. to dziwne, że nikt nie zauważył tego miejsca... Trudno.. Nagle dostałam SMS'a ;
''KIM ! GDZIE TY JESTEŚ.?! WSZYSCY SIĘ MARTWIMY.!!'' Yhmy... Od Jacka. A od kogoż by innego.?! ''Jestem w lesie... Nie wracam do domu, na razie...'' wysłałam wiadomość i dalej wsłuchiwałam się w dźwięki tętniącego życiem lasem.
-Jeszcze tu jesteś.?- usłyszałam po raz kolejny jego głos... Czułam też jego spojrzenie na sobie.. Odwróciłam lekko głowę i zobaczyłam posturę chłopaka opierającego się o drzewo ramieniem z założonymi rękami na klatce piersiowej i nogą przełożoną przez drugą.
-Jestem... Nie pasuje Ci coś.?- odpyskowałam.
-Nie.! Ale dziwię się, że znalazłaś to miejsce...- usiadł tym razem obok mnie.
-Nie przeoczyłabym takiego pięknego miejsca...- westchnęłam głośno. Chłopak wbił wzrok w przezroczystą wodę.
-Ej ty ! Wszystko w porządku.?-zapytałam niekulturalnie, ale to on mi się nie przedstawił .! Ja już powiedziałam swoje imię a on nic.!
-Sorka , nie przedstawiłem się.. Jestem Jacob..- powiedział czemnowłosy , opalony chłopak.
-Fajnie... - uśmiechnęłam się i już zaczęłam się zbierać, bo usłyszałam kolejnego SMS'a ; ''Kim! Proszę Cię grzecznie! Wracaj do domu! '' znów Jack..
-No to do zobaczenia...- pożegnałam się machając przystojnemu chłopakowi a on odmachał mi .
-Tak... Do zobaczenia..-powiedział pod nosem i został.. Wyszłam z lasu i pobiegłam do domu.
-NO JESTEŚ! GDZIE SIĘ SZLAJASZ!?- krzyknęła moja mama .
-Byłam się przejść.! Nie byłam potrzebna! - warknęłam.
-A może mi byłaś potrzebna.?- zza drzwi od pokoju gościnnego,który znajdował się na dole wyłonił się Jack.
-Eh... Nic się nikomu nie stało.. Opanuuujcie się! - powiedziałam spokojnie i udałam się do kuchni.
-A więc gdzie pani była.?-zapytał Alex
-Nie twój interes smarku! - wrzasnęłam. Dobrze wiedzą, że jak zadają mi tyle zbędnych pytań to ja im pyskuję raniąc uczucia bliskich . Nalałam do szklanki dla mnie i Jacka sok wieloowocowy. Wyszłam na ganek a on wraz z moją mamą prowadzili zawziętą dyskusję. Pomyślałam tylko, że nie będę im przerywać i poszłam do siebie. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na zegarek.
-O MATKO! - powiedziałam zszokowana. Była 18;30! Tyle czasu byłam w tym lesie, że nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dlatego się martwili.Może nie potrzebnie się uniosłam.? Siedziałam na łóżku i myślałam o tym chłopaku... Jacobie... Nie był wampirem .. Był za ciemny.. W sensie karnacji! HAhaha co ja gadam!!! Był bardziej opalony niż ja! Więc wykluczam, że jest wampirem. Więc może.... Może wilkołak.?
-Kim... Mogę.?-usłyszałam głos za drzwi.
-No jasne. - odpowiedziałam i ujrzałam Jacka.
-Martwiliśmy się... - poinformował chłopak.
-Aha... Fajnie. - uśmiechnęłam się i podałam szklankę brunetowi. Chciał mi dać buziaka , ale ja wstałam. Będąc w magicznym miejscu przemyślałam też parę spraw.
-Jack... Musimy poważnie pogadać.- oznajmiłam surowym tonem.
-Nie mów, że chcesz ze mną zerwać!!!- powiedział łamiącym się głosem.
-Nie, nie mam takiego zamiaru. Ale powiedz mi, czy ty nie masz takiego zamiaru.. - powiedziałam odkładając szklankę na biurko i kładąc ręce pod biustem...
-Nie! Czemu .? Czemu w ogóle taki pomysł.?-zapytał patrząc na mnie uważnie.
-Ja nie jestem w stu procentach pewna, czy ty się zmieniłeś.. Co prawda nie flirtowałeś z żadną oprócz mnie przez dłuższy czas , ale...Chcę być po prostu pewna, że to co do mnie czujesz nie jest przelotne..- posmutniałam i siadłam na środku pokoju.
-Kiiim! To co do Ciebie czuję , jest całkowicie prawdą! Na prawdę Cię kocham.! Nie udaję tego .!- mówił obejmując mnie ramieniem, wcześniej przesiadając się obok mnie.
- O KURDE! - krzyknęłam , bo przypomniało mi się coś.
-Co się dzieje.?-zapytał zdezorientowany Jack. Spojrzałam na niego znaczącym spojrzeniem...
-ZAPOMNIELIŚMY!- krzyknęłam i wstałam na proste nogi.
__________________________________________________________
Koniec rozdziału :D Podoba się.? c; xD

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz