niedziela, 19 maja 2013

Rozdział 28.

Złapałam mocniej Andersona i przybliżyłam się do niego.
-I co teraz.?-zapytałam. Jack stał jak zamurowany. - wieejeeemyyy! - rzucił przeciągając i zaczęliśmy uciekać przed bestią. W myślach miałam tylko jedno. Zatrzymać się i się nie ruszać. Tak jak pomyślałam tak też zrobiłam. Wilk, który biegł za nami również się zatrzymał. Spojrzałam w jego oczy i poczułam się tak, jakbym go znała. Po ciele przeszły mnie ciarki . Wilk warkną widząc idącego chłopaka.
-jack nie podchodź! - rzuciłam . On stanął i patrzył się na naszą reakcje.Bestia zaś zaczęła również warczyć na mnie. Nie mogłam dłużej tego znieść więc ruszyłam biegiem do mojego domku na drzewie a Jack ruszył za mną. Zmęczona opadłam na podłogę.
-Co to było.?!- wrzasnął zdyszany Jack.
-Sama nie wiem. - powiedziałam nie patrząc się na chłopca. Siedzieliśmy w milczeniu... Zaczęłam się oglądać, czy przypadkiem nie mam kleszcza, bo przypominam, że biegłam boso i w samym stroju kąpielowym po całym lesie! Spojrzałam na moją stopę, która była cała czerwona od krwi.
-KIM! TY KRWAWISZ!!!-krzykną przerażony Jack.
-I co z tego.?- zapytałam obojętna tą sytuacją. On urwał kawałek swojej koszuli , którą jeszcze miał oprócz t-shirtu . - Co ty robisz gupoluu!-zaśmiałam się . Wielka panika o nic.!
-Wykrwawisz się na śmierć!!! Nie denerwuj mnie!- warknął zdenerwowany Jack.- Masz tu apteczkę.?
-Skąd ja mam mieć tu apteczkę.?- zapytałam go zdziwiona.
-Idziemy do domu!- krzyknął .-Bez dwóch zdań.! - dodał jeszcze i wziął mnie na ręce.
-Ej Jack. Chyba powinnam się ubrać...? - spojrzałam a on tylko palnął się w głowę i położył mnie na hamaku, który wisiał na środku domku.  Podał mi moje ciuchy i sam zaczął się ubierać. Po 5 minutach byliśmy gotowi. Jack podszedł do mnie i chciał mnie wziąć na ręce, lecz ja odeszłam od niego trochę dalej i powiedziałam;
-Nie jestem inwalidą! Potrafię sama zejść.!- a on spojrzał zdenerwowany na mnie a ja na niego.
-IDZIEMY CZY NIE!?- krzyknęłam zdenerwowana a on już spokojniej pokiwał mi i wyszliśmy z pomieszczenia. Domek znajdował się na około 30 metrach wysokości więc mieliśmy trochę do schodzenia. Po 10 minutach wyszliśmy na ulicę.
-Teraz nie ma mowy! Niosę Cię!Czy Ci się to podoba czy nie! - powiedział i od razu wziął mnie na ręce. Nie miałam ochoty się z nim kłócić więc po prostu wtuliłam się w niego . Co pewien czas spoglądałam za ramień  Jacka a tam widziałam pojedyncze krople krwi. To zapewne z mojej nogi ale nie zwracałam na to uwagi. Nagle poczułam , że zrobiło mi się sucho w buzi i chciało mi się wymiotować..
-Jack.....Odstaw mnie na ziemię....- wymamrotałam i zrobiłam odruch wymiotny.
-Kim!Co się dzieje.?- zapytał.
-Nie dobrze mi..- powiedziałam i szybko wyszarpałam się z jego objęć. Wylądowałam na chodniku i zdążyłam tylko dobiec w stronę krzaków a zawartość mojego żołądka ujrzała światło dzienne. Jack szybko podbiegł do mnie i złapał delikatnie moje włosy ,aby uniknąć pobrudzenia ich.
-Jack..... Odejdź....Nie ....Chcę......Abyś.........Na......To......Patrzył...- mówiłam między torsjami.(wymiotami ) 
-Chyba oszalałaś! Nie zostawię Cię w takim stanie tutaj.!- krzyknął lekko przerażony, ale cóż ja mu w tej chwili mogłam zrobić.
-KIM!? CO SIĘ TUTAJ DZIEJE.?!-usłyszałam znajomy głos... To był nikt inny tylko Jerry.
-Długa historia.! Dzwoń po karetkę.!- wrzasnął Jack a Jerry migusiem wyjął ze swojej kieszeni telefon.
-Ej.. Nie .... Nie ..dzwońcie....Zaraz mi przejdzie....- mówiłam już spokojniej , gdyż wymioty przechodziły.
-Ale ty krwawisz.! Na dodatek wymiotujesz.! Nie Kim! Dzwonimy! - znów ta panika w głosie mojego chłopaka. Co raz częściej ją słyszałam . Boję się , że on coś przede mną ukrywa i dlatego się tak zachowuje...Dobry Boże... A może on  znalazł sobie inną a teraz boi mi się do tego przyznać.?! Usiadłam już na trawniku i oparłam się dłońmi o niego.
-Nie dzwoń. Przeszło mi.- powiedziałam spokojnie oddychając. Chłopcy usiedli po oby dwóch stronach i przyglądali się mnie.
-Na pewno.?-Jerry wolał się upewnić. Pokiwałam tylko twierdząco głową i zamknęłam oczy.
-Dobra możemy iść.- oznajmiłam sama podnosząc się z łąki. Jack i Jerry od razu złapali mnie pod ramieniem i pomogli wstać. Byłam słaba i zmęczona, w końcu nic dziwnego , bo każdy po wymiotach jest zmęczony. Jack po raz kolejny wziął mnie na ręce a moją torbę powiesił na swoim ramieniu. Już prawie usypiałąm , gdy usłyszałam znajomy głos.
-Może pomóc.?- otworzyłam lekko jedno oko i zobaczyłam Jacoba.
-Nie trzeba. Poradzę sobie sam.- powiedział swobodnie Jack.
-No to daj mi chociażby jej torbę..- mój sługa dał przyjacielowi a mnie objął jeszcze bardziej. Zasnęłam.
                                            Kilka godz. później .
Obudziłam się w domu. Noga była owinięta bandażem i wysmarowana jakimiś maściami. Sama zaś byłam przebrana w czyste ciuchy i leżałam na łóżku. Na szafce nocnej znajdowała się kartka; '' Wrócę do Ciebie o 20. Kocham Cię . Twój Jack! <3'' Przeczytałam to i skierowałam wzrok na zegarek , który również stał na półce. Była 19.30 więc wstałam i ruszyłam na dół aby coś zjeść. Przyrządziłam sobie kanapki z nutellą i zrobiłam też pare dla brata.  Weszłam znów po schodach i zapukałam do pokoju.
-PROSZĘ!- usłyszałam krzyk zza drzwi więc otworzyłam je łokciem.
-Hej bracie. Masz tu kanapki i kakao. Smacznego!- rzuciłam i chciałam wyjść lecz on mnie zatrzymał.
-Co się stało, że Jack Cię przyniósł do domu a ty spałaś w jego ramionach.?- wypytywał ciekawski chłopczyk..
-Hmmm... No, bo w sumie to źle się czułam i pokaleczyłam się w nogę . Mniejsza z tym. ! Smacznego.- powtórzyłam i zamknęłam drzwi. Usiadłam u siebie na swojej czarnej sofie ze skóry i włączyłam TV.  Włączyłam kanał MTV (jak zwykle zresztą) i oglądałam program , który obecnie leciał. Był nudny więc poszukałam coś innego. Na HBO zaczął się jakiś horror, więc postanowiłam go obejrzeć . Zjadłam swoją kolację i poszłam do łazienki aby umyć zęby. Poprawiłam swoją fryzurę i spojrzałam na mój strój . Włosy miałam spięte w wysokiego kucyka. Postanowiłam włożyć do tego czarne kujonki i efekt był nieziemski. No tak , Jack pomyślał, że lepiej będzie mi się w glanach chodziło jak mam bandaż . Jaki on jest kochany! Po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka.
-PROSZĘ! - krzyknęłam z góry i do domu wszedł Jacob.
-Co..? Co ty tu robisz.?-zapytałam zdezoriętowana.
-To ty nosisz okulary.?!- spojrzał oszołomiony.
-Nie włożyłam je aby poprawić wygląd. Odpowiesz mi na moje pytanie.?- zrobiłam minę pt. '' No mów, albo Cię zabiję.'' a on zaczął mówić. Nawijał jak szalony, dlaczego się tu zjawił o tej porze , ale mnie to nie interesowało. Te oczy... Całkowicie jak u tego wilka... Czyżby.?! Nie! Niemożliwe! Takie coś nie istnieje! To są tylko bajki! Za dużo TV oglądam! ! ! Nie nie nie! Muszę dziś o tym poczytać. Na pewno to zrobię.! - no więc dlatego tu jestem.- zakończył swój monolog i uśmiechnął się łagodnie. Ten jego szereg białych zębów przy ciemnej skórze... Po prostu cud, miód malina!!! CO JA GADAM.?! MAM JACKA!!! Kim! Uspokój się.! Ty jesteś zajęta ! Jacob to tylko przyjaciel, nic więcej!!! - mówiłam sama do siebie.
-KIIIM! Żyjesz.?!- wydarł mi się do ucha chłopak a ja podskoczyłam ze strachu.
-Tak żyję. - powiedziałam nieprzytomnie. -Zaraz przyjdzie tu Jack. - dodałam jeszcze. On tylko nerwowo zaczął gładzić się po karku i uśmiechnął się drętwo . Moje kochane pieski; Jack , Kim i Tofik podbiegły do mnie i zaczęły skakać przy moim kolanie.
-OSZ NO TAK! ZAPOMNIAŁAM!- krzyknęłam tak jakby mówiąc sama do siebie. Po szkole powinnam je nakarmić ale po szkole jakoś ''czasu nie miałam'' . Szybkim krokiem ruszyłam do kuchni i wyjęłam karmę dla psów. Każdą podpisaną miskę zapełniłam czymś innym. Dla każdej rasy psa są inne smakołyki. Dla haskich inne, dla labradorów inne. Odstawiłam karmę na bok i znów usłyszałam dzwonek.
-PROSZE!- znów się wydarłam a mój brat wyszedł i krzyknął;
-ZAMKNIJ SIĘ KIM! NIE CHCE MI SIĘ SŁUCHAĆ TEGO TWOJEGO PROSZĘ!- a ja zaśmiałam się i w drzwiach zobaczyłam Jacka.
-Hej kochanie.- rzucił szczęśliwy.
-Cześć.- powiedziałam i odwzajemniłam jego gest.
-Ktoś oprócz nas tu jest.?-zapytał a po schodach zbiegł nie kto inny tylko Alex.
-JAAAAAAAAAAAAAACK!- krzyknął i skakał z radości na widok Jacka. No tak... Wspominałam, że oby dwoje baaardzo się lubią i Jack po części uczy mojego brata różnych tricków karatę.? Mówiłam.? NIe .? To mówię teraz! :) No więc mój brat gdy widzi bruneta to zaczyna błagać go na kolanach, żeby pokazał jakieś sztuczki. Mamy salę treningową, bo od dziecka uczę się karate więc rodzice zapewnili mi do tego miejsce.
-Siemasz Alex! - przywitał się radośnie z bratem charakterystycznym męskim klepaniem się wzajemnie. Haha my mamy całusy oni okładanie się.. Hahah ;D
-Idziemy poćwiczyć.? Prooooszę!!- znów ta scenka. Brat pada na kolana przed moim chłopakiem i błaga go o to , by pokazał mu pare sztuczek.
-No zgoda chodźmy!- zawołał i wszyscy ruszyliśmy do sali treningowej wraz z Jacobem.
-Czeeść.- rzucili między sobą chłopcy. No masz! Wreszcie się pogodzili.? Może...? CUD!? Haahaa. Weszliśmy do pomieszczenia pełnego luster i mat wraz z różnymi manekinami i workami treningowymi.
-WWWOOOOWWW!- powiedział Jacob rozglądając sie po pomieszczeniu.
-No co.? Jak się ma pas karate 2 stopnia to tak jest...- zaśmiałam się. Jack wszedł jako pierwszy na mate i zaczął popisywać się tym co umie. Mnie noga przestała boleć, więc postanowiłam urządzić sobie sparing z Jackiem.
-Gotowy na porażkę.?-zapytałam uśmiechając się zadziornie do przeciwnika.
-To ty przygotuj się na klęskę.!- zaśmiał się i ukłoniliśmy się. Trwało to jakieś 15 minut, ale niestety przegrałam. No przepraszam bardzo, ale on ma czarny pas 3 stopnia!! A ja 2! 
- Uuu! Przegrałaś! - szczycił sie Jack, ale on to robił specjalnie.
- i co z tego.?- warknęłam dalej leżąc na macie. Skierowałam wzrok w stronę Jacoba .. Był cały czerwony i ręce zaciśnięte miał w pięść... Gotował się ze złości. Mojego brata już nie było.. Ale znów skierowałam oczy na Jacoba. On wstał i zaczął nerwowo iść w stronę Jacka.
- Pojebało Cię.?!- krzyknął. No przepraszam bardzo, ale ani ja ani nikt w moim domu nie przeklina. !!! Nawet moje towarzystwo.! To była oznaka słabości, którą my nie okazujemy.
-Ej ziom! Spokojnie... Tak jest zawsze jak się walczy w karate. - próbował go uspokoić Jack , ale ten wściekł się jeszcze bardziej i nagle.....
_________________________________________
Koniec ;D HAhaha ^^ I nagle.....koooniec :d Happy and! <lol2> Co powiecie, jakbym zakończyła tego bloga co.? ;> Zawiesić czy pisać dalej.?




Także ten tego... Pisać w komentarzach czy chceciee, żebym skończyła czy chcecie , żebym pisała dalej. ? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz