-Ja Cię kocham.. Skoro ty odeszłaś ja odejdę z Tobą... - płakał, lecz jeszcze zadzwonił na pogotowie ... Miał nadzieję, że żyję, lecz ja byłam już na innym świecie... Nagle zobaczyłam jak do pokoju wbiega grupa starszych ludzi... Spojrzeli na mnie i na kałużę...
-Stwierdzamy zgon... Godzina 13.09 Kimberly Crauford zmarła przez samookaleczenie się... Niech ci ziemia lekką będzie...- powiedział jeden.. Jack nie wytrzymał i ... Załamał się.?! Padł na kolana chowając twarz w swoich silnych dłoniach..Co chwilę pomrukiwał coś pod nosem; ''To moja wina.." W końcu zebrał się i wyszedł, to znaczy wybiegł... Ja mogłam swobodnie podążać za nim.. on biegł a ja robiłam tylko maluteńki krok..Byłam teraz jego Aniołem Stróżem... Wbiegł do szkoły i odnalazł paczkę..
-Kim....Ona....- szlochał a reszta patrzyła na niego.. Nigdy nikt nie widział go w takim stanie.. Chłopak nie uronił w swoim życiu ani jednej łzy, a teraz po stracie swojej połówki... To znaczy byłej, bo zerwałam z nim przed moją śmiercią.. Płakał jak gdyby mał się skończyć świat.
-ONA CO.?!- wydarła się wreszcie Grace. Jedyna z nich wszystkich już w oczach miała łzy.. Wiedziała, że stało się coś poważnego ..
-Ona ...Ona...Nie żyje...- wyjąkał wreszcie i nagle Wszyscy zaczęli płakać... Ten dzień zaliczał się prawdopodobnie do najgorszych..
-Jak...? Potrącili ją...? - wypytywała załamana przyjaciółka.
-Popełniła samobójstwo... Pocięła się..- wymamrotał Jack.
-TO TWOJA WINA ŁAJZO!!! TO PRZEZ CIEBIE!!!-krzyczała Grace i rzuciła się na niego z pięściami. Jerry od razu złapał ją w objęcia i odciągnął..
-Grace ma rację.. Jack...Sory stary, że to powiem...Ale tak to TWOJA wina!!!-krzyknął Latynos a Jack wybiegł płacząc ze szkoły... Szłam za nim, on zaś biegł do mnie do domu... Wziął tę samą żyletkę, którą pocięłam się ja i wydzierał na ręcę ;- KOCHAM CIĘ KIM! <3 A z każdej literki wypływała krew. Chłopak w końcu opadł i zobaczyłam za sobą jak brama się otwiera. Ludzie, którzy byli już w innym świecie szeptali między sobą; mamy nowego, nowa dusza, kolejne ciało zostało same na ziemi, itp. Zobaczyłam postać chłopaka, który również tak jak ja szedł zabłąkany... Zza mgły wyłonił się...JACK.?!?!?!?!
-Gdzie ja jestem.?-zapytał zastawiając oczy przed ogromnym blaskiem.. Przeprowadzono go przez bramę i wtedy właśnie mnie zauważył...
-KIM! -krzyknął.. Podbiegł i mocno przytulił.. - Ty żyjesz.!!- wariował na mój widok...
-Nie Jack, nie żyję...- wymamrotałam słabo.
-Jak to.?! To gdzie my niby jesteśmy.?- zapytał rozglądając się.
- W niebie...- powiedziałam i odsunęłam się jak najdalej od chłopaka... Dalej czułam do niego ból. Szkoda tylko, że tu już nie mogę się zabić... Nie musiałabym teraz patrzeć na niego, ale niestety... Teraz już cała wieczność... PRZED NAMI! Usiadłam pod pięknym, ogromnym, zielonym drzewem i patrzyłam się na ludzi,którzy mieli tutaj tak samo jak na ziemi... Mieliśmy sklepy z ciuchami, ale tu nie płaciło się za nie... Mogłaś wejść wziąć wszystko i wyjść... Jedzenia nikomu nie brakowało. Ale zaraz.! Gdzie oni sypiają.?!
-Przepraszam! - zawołałam do uroczej staruszki.
-O witaj! A cóż ty tu robisz w tak młodym wieku.?!- wybałuszyła oczy.
-Długa historia... Gdzie pani sypia.?
-Jak to gdzie.?! Widocznie nowa tu jesteś... Każdy z nas ma willę. I jedna rodzina ma swój dom... Zapewne twój partner, którego miałaś będąc żywa będzie z tobą mieszkać . Wspólnie tworzycie własny dom... - opowiedziała miła pani, która widocznie była już bardzo rozeznana tutaj. Okolica była śliczna. Jak na raj przystawało ludzie mieli tu największe skarby świata! Chyba nie zrobiłam błędu tnąc się i trafiając tu ... Ale jest to jedno ale... MUSZĘ SPRAWDZIĆ MÓJ DOM. ! Podeszłam do biura informacji, które znajdowało się nieopodal markowego sklepu .
-Przepraszam bardzo. Jestem Kimberly Crauford i chciałam się dowiedzieć , gdzie mam swój dom. - przywitałam się z jakimś starszym panem.
-Ach tak! Witamy Cię.! Twój dom jest na ulicy Anderson.- oznajmił.
-Ale że co.?! To wy macie tu takie ulice.?!- zdziwiłam się.
-No tak, a ty do niej należysz... Na niej znajdują się potomkowie Andersonów.- oświadczył informator.
-Ale ja jestem CRAUFORD! - krzyknęłam zbulwersowana.
-Tak chciał Bóg. Przepraszamy, że zawiedliśmy pani oczekiwania, ale Bóg wie co robi..NASTĘPNY!- krzyknął , a ja odeszłam od kolejki. No fajnie... Ruszyłam we wskazane miejsce.. Faktycznie była taka ulica. Weszłam na plac wolnej willi i weszłam do środka. Na ścianie wyryto nagle inicjały; K.&J.Anderson.
-CO.?!- powiedziałam sama do siebie i weszłam długim , żółtym holem. Skierowałam się do pierwszego pomieszczenia i jak pewnie myślicie był to salon...
-Jack.?! Co Ty tutaj robisz.?!- zapytałam zaskoczona.
-Yyyy. Mieszkam. Kim daj mi wyjaśnić to co zaszło na Ziemi.
-Co chcesz.?! Nie mamy nic do wyjaśniania. Zdradziłeś mnie! To jest pewne. - w oczy rzucił mi się wyryty napis na jego ręce. ' kocham cię kim' to to nie schodzi jak się jest tutaj.?!
-Kim! Ja cię kocham!! Jak myślisz, gdyby tak nie było to zabiłbym się przy tobie.?! -mówił a do moich oczu napłynęły łzy. - Myślisz, że mieszkałbym teraz z Tobą , gdybym Cię nie kochał.?! Myślisz, że Bóg wziął nas pod jeden dach , bo się po prostu znamy.?! A mówił Ci pan od informacji, że każdy dom to jedna rodzina.. My mamy swój!!! Czysty przypadek.?! -mówił i również widziałam jego zaszklone oczy. Po moich policzkach spłynęły gorzkie łzy... Kogo my tu oszukujemy.! Ja nadal go kocham , nawet po tym jak bardzo mnie zranił.
-No to wytłumacz mi co robiłeś z tą dziewczyną.?!- warknęłam .
-Wiesz, że pewien chłopak chciał, żebyśmy za wszelką cenę nie byli razem... To jego sprawka! Popchnął tą laskę na mnie i ona rzuciła się na mnie...- powiedział zdenerwowany a ze mnie całe zło wyparowało... Teraz wiem, że to nie była jego wina... Zresztą jakby było inaczej to nie byłoby go tu , teraz przy mnie , nie.?! Nie mieszkalibyśmy pod jednym dachem w jednej rodzinie...Objęłam chłopaka i pocałowałam go
-A teraz mamy przed sobą całą wieczność...-wyszeptał i pocałował mnie, gdy nagle....
___________________________
To byłoby na tyle :D ;** Może dodam dziś jeszcze jeden rozdział , ale nic nie obiecuję! :***

to chyba sen prawda?
OdpowiedzUsuń