środa, 15 maja 2013

Rozdział 19.

Zobaczyłam Aleksandra.
-Człowieku czy ty mi dasz w końcu żyć.?-zapytałam zdenerwowana.
-Jasne. Dam jak zerwiesz z Jackiem. Albo stanie mu się krzywda..- zagroził.
-Słuchaj idioto! Spróbuj dotknąć Jacka a tak zmiażdżę Ci mordę , że matka rodzona Cię nie pozna!!- wysyczała on odszedł.
-PAMIĘTAJ MOJE SŁOWA!- rzucił dochodząc do furtki i minął się z Grace. Wzięłam klucz i od razu zamknęłam drzwi.
-A ten tu zaś czego.?- pokazała tyły a ja tylko pokręciłam głową.
-Cały czas chce wrócić i grozi mi, że jak nie zerwę z Jackiem, to coś mu grozi.. Trochę się o niego boję, ale nie zerwę z nim! Nie będzie jakiś czub grać nam na nerwach...- wyszłyśmy i pognałyśmy na sklepy. Wybrałyśmy sobie więcej ciuchów niż planowałyśmy , ale cóż... O godzinie 21 byłam w domu. Zmęczona rozpakowałam swoje nowe ubrania i poukładałam je na miejsce... Opadłam zmęczona na łóżko , jednak po chwili wstałam , wzięłam kąpiel i przebrana w piżamę odpaliłam laptopa i włączyłam TV. Był maraton z piosenkami Taylor Swift. Kocham ją! Pisze piękne piosenki i w ogóle... Weszłam na skeypa, gg, Twittera i Facebooka. Opublikowałam post; ''W niedzielę impra w barze ''Błękitna laguna'' Każdy mile widziany. Zaczyna się o godz. 16;00 . No to do zoba! ;** '' i naglę wyskoczyło mi okno rozmów. Dzwonił Jack.
-Strzałka Kimi.-uśmiechną się do monitora.
-Hej Jacki! -odwzajemniłam jego gest.
-Okupiona.?
-No jasne... Jestem tak zmęczona, że masakra.! Chciałabym, żebyś tu był..- oznajmiłam i oparłam głowę o ścianę. No tak, Jack miał zostać u mnie na noc puki rodzice nie wrócą, ale postanowiłam nie zadręczać go już mną i nakłoniłam go, żeby dziś już spał u siebie... 
-Też bym chciał, ale ty mówiłaś i prosiłaś , żebym spał u siebie! FOCH!- zrobił obrażoną minę i skierował swoją głowę w bok.
-HAhah. Jack przepraszam, ale za niedługo się w końcu uzależnimy od siebie.! Musimy się rozstawać na noc a nie... Haha - zachichotałam. -Ja idę już lulu, bo śpiąca jestem i wykończona. Kocham Cię Skarbie..- powiedziałam przesyłając buziaka przez kamerkę.
-Też Cię kocham Misiu.- uśmiechnął się i zakończyłam połączenie. Odłożyłam laptopa na bok i poszłam spać...

Obudziłam się o 11 i szybko zwlekłam się z łóżka. Od razu skierowałam się na dwór. Wypuściłam mojego pupilka na dwór i czekał na niego jego przyjaciel ,mój pies obronny ; owczarek niemiecki ( wspominałam chyba o nim :D). Oby dwa latały jak szalone a ja wróciłam do domu. Zrobiłam sobie jajecznice i zjadłam ją po czym poszłam wziąć prysznic. Ubrałam się w to i poszłam do sklepu zrobić zakupy. W super markecie spotkałam mamę Jacka.
-Oo! Witam panią.!- zawołałam uśmiechając się od ucha do ucha do starszej kobiety.
-No witaj Kim.! Jak idą przygotowania na urodziny.?
-Na razie robię zakupy. Resztą ma się zająć mama. - oznajmiłam pogodnie . Poplotkowałyśmy chwilę i już ruszyłam do kasy. Potem wróciłam z 6 siatkami żywności i rozpakowałam je na stół. Usłyszałam głośny pisk opon i jak oparzona wybiegłam z domu.
- JOCKER! -krzyknęłam widząc mojego pisaka rozjechanego... Byłam załamana... Po 20 minutach weterynarz stwierdził,że pies zdechł i wziął jego zwłoki ze sobą.. Płacząc ruszyłam do swojego pokoju z drugim, to znaczy z jedynym psem; Tofikiem. Położyłam się na łóżku i zasnęłam...

Obudził mnie czyjś dotyk i dojrzałam mamę.
-Wróciliśmy... - powiedziała łagodnie i wyszła. Wstałam ogarnęłam się i wyszłam z pokoju. Ruszyłam na dół.
-Potrącili Jockera... Zdechł..- powiedziałam smutno...
-Uuuu.. Biedactwo..-przytuliła mnie mama.
-Wszystko już gotowe na jutro.?-zapytała upewniając się.
-Tak w 100 procentach gotowe .- zapewniła mnie rodzicielka i wyjmowała żywność z poszczególnych siatek. Ruszyłam do mojego brata.
-ALEX! HEEJ!- krzyknęłam na wejściu i mój brat szybko do mnie podbiegł.
-Kiim! Tęskniłem! Kiedy przyjdzie Jack.?- jak zwykle musiał zadać to pytanie.
-Dziś raczej nie.. Hehe- zaśmiałam się a mama krzyknęła ;''KIM MASZ GOŚCIA! " a ja szybko pobiegłam na dół.
-O hejj Jack..- powiedziałam zdziwiona, lekko całując jego usta.
-Hej. Rodzice wrócili.?-zapytał widząc zamieszanie.
-Tak .. Psa mi potrącili.! Zdechł! - obwieściłam złą nowinę...
-Ojjj.. Nie martw się! A te szczeniaki , które są w schronisku są jeszcze, czy ktoś je zaklepał.?
-Zaklepał już je ktoś.!- powiedziałam oburzona i poszliśmy do salonu...
__________________________
Rozdział denny jak studnia...;// Ale obiecałam, że dodam to jest!


 

Aż się chce na nich paczeć <3 <3 <3 ;***

2 komentarze: