-Z miłą chęcią, ale jeszcze tego nie mam na płycie. - oznajmiłam smutno.
-Spokojnie. Pójdziemy do kina. - uśmiechnął się słodko Jack. Przytuliłam się do niego i zażartowałam;
-O tej porze.? Twoje ''dziewczyny'' nie będą zazdrosne , że ze swoją prawdziwą dziewczyną jesteś w kinie.?- on tylko pokręcił głową, co oznaczało, że się lekko wkurzył . No tak Jack Anderson od dłuższego czasu NIE LUBI ( nie wiem czy mogę to tak nazwać, w końcu jest z dziewczyną i orientacji nie zmienił <lol2> ) dziewczyn. Każda , która do niego pisze liściki na lekcji dostaje brutalnego kosza. Bynajmniej zatwierdził mnie w tym Jerry, który siedzi z nim na każdym przedmiocie. Zresztą nawet jeśli to nie spotykałby się ze mną co dzień wieczorem a wcześniej w dojo ,a jak nie to jest w ''pracy'' :D
-No okej. Chodźmy. - rzuciłam i szybko pobiegłam wziąć telefon, kasę, klucze i gumy do żucia. Zeszłam i wyszliśmy trzymając się za ręce. Szliśmy ulicami, słońce chowało się za horyzont a zwierzęta żyjące w trawie zaczęły grać swoje serenady. Nie mówiliśmy nic , gdyż wysłuchiwaliśmy śpiewu ptaków. Ta chwila mogła trwać wiecznie, ale...
-Jack'uś! Co ty tu robisz z Kim.?!- warknęła Susan (jedna z popularnych dziewczyn, nie jest piękna, ale trolem również nie jest :P )
-Yyy w tym momencie stoimy , bo nas zatrzymałyście.?-rzucił zdezorientowany .
-Ale czemu trzymacie się za ręce.?- wypytywała natrętnie.
-Bo jesteśmy razem.?- wtrąciłam się niegrzecznie . Ona zgromiła mnie wzrokiem i spojrzała na nasze splecione dłonie.
-Wszyscy w szkole się zorientowali tylko nie ty!- warknął Jack. Wzięłam Susi ''z bara'' i ruszyliśmy dalej. Widziałam tylko zdziwienie na jej twarzy, a potem to już zniknęliśmy za zakrętem. Byliśmy koło budynku i weszliśmy do niego.
-Przepraszam seans z ''Step up 4 Revolution'' rozpoczął się 20 minut temu. Czekacie do 22;30 na kolejny, czy mam proponować inne filmy.?- oznajmiła nam kasjerka.
-Jack. Jutro szkoła. - przypomniałam, bo chłopak już chciał iść na 22;30 do kina a zapewne skończyłby się film o 00;30 a zanim dotrzemy do domu to będzie strasznie późno i do szkoły się nie wyśpię.
-Niech pani proponuje inne...- powiedział zawiedziony brunet.
-Mam do zaproponowania 4 część sagi zmierzch. Przed świtem . Może być.?-podsunęła nam ekran do twarzy. Brązowooki spojrzał na mnie a ja kiwnęłam mu głową , że nie . Mam to w domu więc po co mam iść tu to oglądać.?
-Jednak dziś zrezygnujemy z filmów. Przepraszamy za zamieszanie.- odeszłam od kasy a za mną Jack.
-A więc co robimy.?- zerknęłam na zegarek i dochodziła 18;00 .
-Chodźmy coś zjeść.- zaproponowałam i udaliśmy się do Phila Fala Phela [czyt. Fila Fala Fela] . To knajpa, w której pracuje przyjaciel naszego senseja Phil. Jest czasami bardzo dziwny w zachowaniu i jak donoszą plotki przetrzymuje kozę w kuchni. Ale mimo wszystko też jest naszym przyjacielem i robi dobre jedzenie. Zasiedliśmy przy naszym stoliku. Tak,tak.. NASZYM . Zawsze tam siedzieliśmy. Ja i Jack siedzieliśmy po jednej stronie a po drugiej stronie siedział Milton i Jerry. Eddi zawsze zabierał krzesło, które stało koło lady i siadał przy boku. Tym razem byliśmy sami.
-Dla mnie to samo co zawsze.- uśmiechnęłam się do Phila.
-Dobrze Kim. Już się robi.! A dla Ciebie Jack.?-spojrzał na niego.
-Dla mnie też. Po co się pytasz.?Haha- zaśmiał się a nasz starszy przyjaciel odszedł i skierował się w stronę swojej kuchnii.
-Kimi.. No, bo za niedługo wakacje i wiesz.... Chciałbym, żebyśmy gdzieś we dwoje pojechali.- zapoznał mnie ze swoimi planami na wakacje . Cały czas jego cele były związane ze mną.
-Aha. Czyli tak jakby mówiąc całe wakacje chcesz spędzić ze mną.?-zapytałam zdziwiona.
-No tak, bo potem idę do liceum a ty 3 gimnazjum... Niestety, ale nie będziemy się często widzieć. Jedynie co w dojo i po dojo będziemy się starać No nie.?-oznajmił smutno Jack.
-No niestety tak... Eh nie chcę, żebyś mnie zostawił rok samą w szkole. -posmutniałam a w tej chwili Phil przyniósł nasze zamówienia, życzył smacznego i odszedł.
-Wiem, wiem.. Ja też. Ale co mam poradzić.?- powiedział chłopak i już nic się nie odezwałam. Po udanej kolacji chłopak odprowadził mnie do domu .
-Wiesz Kim, że Cię kocham.- powiedział obejmując mnie w tali.
-No raczej. Chyba wiem . A ty wiesz, że ja Ciebie też kocham.?- zachichotałam. On wpił mi się w usta i namiętnie je całował. Jedna z jego rąk znajdowała się na moich plecach a druga na pośladku. Ja znów jedną dłonią trzymałam jego kark a drugą wplątałam w jego włosy.
-Ja cię...kocham...bardziej...-mówił przez pocałunki. Jaki on jest słodki; RZYGAM TĘCZĄ! <lol2> Hahaha ;D
-Oj nie....Jestem...Tego...Taka...Pewna...- zaśmiałam się mu w twarz i wreszcie się oderwaliśmy od siebie.
-Dobra kotek spadam. Trzymaj się i do jutra ! -zawołał już znikając w ciemnościach... Znów kolejna noc samej w domu. Nie powiem , ale boję się być sama, jednak przywykłam już do tego. Weszłam do domu , zamknęłam drzwi na klucz. Poszłam do kuchni, nalałam sobie soku wieloowocowego i ruszyłam do swojego pokoju. Uruchomiłam mojego laptopa i zaczęłam wchodzić na portale społecznościowe.
-O MÓJ BOŻE!- krzyknęłam sama do siebie , bo nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Chinna Anne McClain napisała do mnie na profilu.
''Hejka.! Dostałam cynka od Twoich znajomych, że nieźle śpiewasz moje kawałki. Haha . :D Super . Cieszę się i mam nadzieję, że spotkamy się niebawem. '' - po przeczytaniu zaczęłam piszczeć jak szalona. Dom był ogromny co powodowało to, że straszne echo rozchodziło się po domu. Zobaczyłam , że Jerry dodał zdjęcie z Grace jak się całują.
''Och Wy moje zakochańce.! Jak zwykle ślicznie.! Szczęścia ! <3 <3 Kocham Was! ;** '' -podpisałam jedno ze zdjęć. Weszłam na stronę schroniska z moimi upatrzonymi psami. NIE MA ICH!!! Co się z nimi stało.? Pewnie ktoś je już zaklepał ,bądź już kupił. W niedziele będą moje urodziny. Ciekawe czy moi rodzice się na nich pojawią...Zmęczona ruszyłam do łazienki , aby wziąć prysznic. Czysta ruszyłam już do łóżka , wyłączyłam laptopa,odłożyłam go na miejsce i zasnęłam...
Obudziły mnie głośne hałasy dobiegające z dołu... Wystraszona ruszyłam sprawdzić co jest jego przyczyną.... Zeszłam cichutko jak mogłam po schodach i ruszyłam do salonu. Przekroczyłam próg i ktoś złapał mnie od tyłu. Zaczęłam piszczeć. Ktoś trzymał mnie tak mocno, że nie miałam, a raczej nie mogłam się wyrwać ani bronić. Niestety... To chyba koniec ze mną. Po policzku spływały mi łzy... W myślach przebiegały mi właśnie najlepsze sceny z mojego życia... Poznanie Jacka, nowe dojo , nowi przyjaciele, Jerry, Grace, Milton,Julia, Eddi... Mogę już nigdy ich nie zobaczyć... Poczułam znajomy zapach... Odwróciłam się i zobaczyłam...
____________________________________
No to kolejny rozdział jest. Hehe ; *** Dziękuję za Ciepłe słowa o moim blogu ... Myślałam, że Wam nie przypadnie do gustu to co piszę, ale widzę, że jednak tak nie jest ! :** No i jeszcze zdjęcie na sam koniec ;D

''Chłopak z gitarą byłby dla mnie parą! <3 <3.'' Haha ;D Ale zbieg okoliczności <3
Kocham Was ! <3 ;****
Kocham Was ! <3 ;****
ciekawe kto to... Jack? :D
OdpowiedzUsuńNa pewno nie.
Usuń