niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 52.

Zobaczyłam pełno płatków róż a na dodatek ten wystrój... I na środku kto.?!  MAMA Z TATĄ.?!
-CO WY TU ROBICIE.!?-zapytałam spanikowana.
-Musimy Wam coś powiedzieć ! -zawiadomiła mnie mama.
-No to słuchamy.! -krzyknęłam, a mama w tym czasie odchrząknęła lekko.
-A więc...Jestem w ciąży! - zrobiłam wielkie oczy.
-ŻE CO PROSZĘ.!?-krzyknęłam. Nie chce mieć już młodszego rodzeństwa, no.
-No..Będziesz mieć, albo braciszka, albo siostrzyczkę.- powiedziała całkiem poważnie mama. Załamana nie dałam tego po sobie poznać. Wysiliłam się na uśmiech i popatrzyłam na rodzicielkę.
-Fajnie...- jak ja się staram no! Powinnam jakąś nagrodę dostać.!
-Dobra jemy.?-zapytałam zasiadając przy dużym stole. Wszyscy byli zszokowani... Usiedliśmy w ciszy i każdy oprócz mnie miał uśmiech na twarzy.
-Zwolniłam się z pracy.- powiedziała mama.
-ŻE CO.?!-wrzasnęłam prawie dławiąc się jedzeniem.
-No chyba muszę o siebie teraz dbać prawda.?! Po 2 to już narobiłam się w życiu .- powiedziała przeżuwając posiłek.Miałam ochotę jej wygarnąć, że nawet jednym dzieckiem dobrze się nie zajmiesz, bo nie wiesz o nim nic. A chcesz 3! Jedno leży w szpitalu a drugie zostało zgwałcone.! Zaiście po prostu!
-No to wychowaj je dobrze, bo jak na razie nie przejmujesz się niczym!- krzyknęłam, wstałam od stołu i wyszłam z jadalni. Skierowałam się do swojego pokoju a za mną pobiegły pieski. Opadłam na łóżko i wzięłam 3 szczeniaki na kolana . Chciały się bawić, więc zaczęłam głaskać je a one odpłacały się lizaniem mnie. Usłyszałam pukanie do drzwi.
-Prosze.!-rzuciłam oschle w ich stronę a do pokoju wszedł Jack.
-Co się dzieje.?-spytał siadając obok mnie .
- Co się dzieje.!? Jeszcze się pytasz.?! Ona niczym się nie przejmuje! Gdy byłam mała miałam zawsze nianie.! Nie ona mnie wychowała.! Nic o nas nie wie ! Nie wie, i nie reaguje na to, że jej syn leży w szpitalu.! To ja oczywiście muszę teraz jechać i zawieść mu śniadanie. Dać mu jakąś kasę czy coś.! A o mnie już nie wspomnę.! Nic nie wie, że mnie zgwałcili! I pewnie się nie dowie, bo nawet nie zapyta! Kocham ją, ale dosyć często mnie denerwuje.!- powiedziałam smutno spuszczając głowę w dół. Chłopak mnie objął jedną ręką i przyciągnął bliżej siebie. Mocno mnie przytulił i powiedział;
-Na mnie zawsze możesz liczyć! Ja Cię nie zostawię! - mówił delikatnym głosem. Podniosłam głowę i spojrzałam mu głęboko w oczy, żarzyły się one iskrami... Iskrami nadziei i miłości. Pocałowałam go namiętnie  usta i w tej chwili weszła nasza zgraja.
-Zostawić was na chwilę samych a już się całujecie!-zaśmiał się Broudi. Wiem, że nie robi mi tego uszczypliwie tylko po prostu sobie żartuje. To mój przyjaciel . 
-Ajj tam! Przesadzasz.!-zaśmiałam się lekko.

Parę godzin później...
Siedziałam sama już bez przyjaciół. Oglądałam na necie jakiś film .. Nagle zadzwonił mój telefon.
''Wpadnij do mnie na noc.! Nie mogę bez Cieebie żyć <3 '' Jak pewnie się domyślacie... Był to Jack.
''Okej kotek.! Wpadnę o 18. ! '' odpisałam i spojrzałam na zegarek. Była 17;00 więc poszłam pod prysznic biorąc po drodze czyste ciuchy. Po udanym , chłodnym prysznicu włożyłam ten strój . Wzięłam swoją niebieską torbę (która zresztą pasowała do mojej bluzki) z adidasa i spakowałam tam najpotrzebniejsze rzeczy i ciuchy na jutro . Zeszłam na dół i bez słowa wyszłam z domu. Szłam ulicami i co chwilę miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje... Gdy robiłam nagłe zrywy nikogo za mną nie było. Czułam się dziwnie. Minęłam parę pierwszych domów nieopodal mojego i ktoś mnie zaczepił.
-Dziewczynko masz na piwo.?-zapytał jakiś starszy pan.
-Nie niestety ... Przykro mi. Zapomniałam portfela z domu.-wyjaśniłam i ominęłam go.. Nadal czułam się śledzona. Wreszcie gdy się odwróciłam zobaczyłam chłopaka stojącego w kapturze... Było dość ciemno i świeciły lampy... Cały ubrany był na czarno.. Wystraszyłam się więc stanęłam w bezruchu. Zaczął zmierzać w moją stronę.
-Pokaż kotku co masz w środku!-zaczął łapiąc mnie w pasie. Zaczęłam się szarpać , ale nie mogłam... Znów ta chora sytuacja.!!! Ja już tego nie zniosę.!!!
-PUSZCZAJ MNIE SŁYSZYSZ.?!- krzyczałam. Ale ten uśmiechał się do mnie chytrze. Nagle za nim pojawił się następny..Pomyślałam tylko jedno '' To już po mnie''. Ten , który dopiero się zjawił złapał mnie za ręce , aby ten pierwszy mógł mnie rozebrać. Krzyczałam jak tylko mogłam. Dlaczego ja.!? powtarzałam sobie to pytanie w głowie. Zamknęłam oczy , ale po chwili je otworzyłam. Zobaczyłam kolejnego ... Ale ten był jakiś inny. Zaczaił się za nim i ... Ugryzł go w szyję.!? Chyba mam jakieś halucynacje!!! Paczę, a tu opada z sił i już leży.. Jednego mam z głowy.. A ten drugi, który mnie trzyma za ręce spieprzył do pobliskiego lasu.
-JOE.!?-krzyknęłam, gdy zobaczyłam bliżej jego twarz.
-Kim.?!-krzyknął przejęty tą sytuacją. - Boże! Dobrze, że byłem nie daleko! Już byś nie żyła.!- dodał załamanym głosem. Leżałam ubrana, zdążyli mi tylko rozpiąć guzik. Nie miałam sił się podnieść.
-Co ty właściwie zrobiłeś.?!-zapytałam widząc go siadającego obok.
-Eh..I tak nie dasz mi z tym spokoju więc mówię, ale zostaje to między nami... ! - mówił. Kiwnęłam , że nikomu nic nie powiem a on zaczął..
-To było dość dawno... Byłem u babci na wakacjach... Miałem ...17 lat.. I wtedy wracałem tak jak ty późną porą do domu od kolegi... I zostałem tam napadnięty...Tylko, że .. Przez wampira..Ugryzł mnie , ale zaraz uciekł , bo go wołali ... I dlatego jeszcze żyję... - mówił.. Teraz już siedziałam jak zaczarowana.
-Czyli mam rozumieć... Że ty...To wampir.?!-wrzasnęłam.
-CISZEJ! -warknął . - Tak..-dodał smutny.
-Omg! - nie mogłam tego wytrzymać ! -To kim jest Jacob.?!- rzuciłam, bo to wszystko zaczyna się kleić.!
-Wilkołakiem..- powiedział mając wbity wzrok w ziemię.
-CO.?!Co to jakiś cyrk czy co.?!-wrzasnęłam i wstałam na równe nogi. Zerknęłam na zegarek. Była 18;15. Jack mnie zabije.!
-Dobra ja muszę iść, bo mnie Jack zabije! Muszę to przemyśleć wszystko ... Pogadamy kiedy indziej..- powiedziałam i pobiegłam w stronę domu Jacka.Zapukałam do drzwi i od razu otworzył mi je Jack.
-KIM! GDZIEŚ TY BYŁA.?!-wrzasnął na mnie na powitanie.
-Też Cię miło widzieć skarbie.- rzuciłam . Weszliśmy do jego salonu, który był niezwykle wielki i śliczny! Usiedliśmy na szarej kanapie a pomieszczenie było lekko przyciemnione.
_________________________________
Króciutki dziś. Sorki, że nie dodaję postów codziennie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz